piątek, 13 kwietnia 2012

Rozdział 11


Z perspektywy Dominiki:

No nieźle. Właśnie dowiedziałam się, że Chris zaprosił do nas na sobotę jakąś dziewczynę. Brzmi interesująco... Może wreszcie chłopak sobie kogoś znalazł? Oby...
Jednak najlepsze i zarazem najśmieszniejsze było w tym wszystkim, że powiedział mi, abym zaprosiła też chłopaków. To na pewno nie był jego pomysł...

Sobota wieczór...

Siedziałam z chłopakami rozwalona na kanapie. Co chwilę wybuchałam śmiechem co było spowodowane kolejno: ich zachowaniem, tekstami wręcz nie do przebicia, minami...Oj mogę tak długo...
Usłyszałam jak drzwi się otwierają. Odwróciłam głowę w kierunku z którego dobiegały dźwięki. Po chwili ujrzałam wysoką, zgrabną szatynkę o długich włosach. Kurde nie dość, że już mam tyle kompleksów, to teraz popadnę chyba w załamanie. Wstałam, żeby się przywitać.
- Hej. Jestem Dominika. Miło Cię poznać.- powiedziałam z uśmiechem. Lekko skinęła głową, minęła mnie i skierowała się w kierunku chłopaków. Yyy...
- Cześć jestem Nora.- oznajmiła. Następnie podeszła z osobna do każdego z chłopców i pocałowała ich w policzek. Chris skrzywił się na ten widok. Trochę mi coś w tej niuńce nie pasuje.
- No tak, a mnie to nawet nie zauważyła. - szepnęła mi do ucha Asia. Uśmiechnęłam się pod nosem. Przyglądałam się chwilę z daleka jak dziewczyna zaciekle dyskutuje z chłopakami. Miała w oczach takie iskierki, że miałam wrażenie, że jej powieki zaraz po prostu zapłoną. Chris wydawał się tego nie zauważać i po prostu siedział wpatrzony w nią jak w obrazek. Znowu niewłaściwy obiekt uczuć? Boże, chłopak. Weź się ustatkuj.
- Idę do kuchni przyniosę coś do picia. - oznajmiłam.- Chris mógłbyś mi pomóc? Sama nie dam rady tego wszystkiego przynieść...- chciałam z nim chwilę pogadać na osobności.
- Ja Ci pomogę.- zaoferował się Harry. Gdybym mu odmówiła, wydało by się podejrzane, że robi mi różnicę to kto przyniesie kilka szklanek... Ruszyłam w stronę kuchni. Styles wszedł za mną do pomieszczenia. Usiadłam przy stole.
- Yyy.... Nie mieliśmy czegoś innego robić? -zapytał.
- To znaczy... Tak...- kurde zapomniałam w ogóle po co tu przyszłam. 
- No to może mi przypomnisz.- powiedział z uśmiechem. Rozgryzł mnie.
- No dobra przyznaję się. Nie pamiętam. Nigdy nie miałeś tak, że się zamyśliłeś i coś Ci po prostu wyleciało z głowy?
- Nie raz.- oznajmił. Zaśmiałam się. Chłopak usiadł po drugiej stronie stołu. - O czym tak namiętnie myślisz?- zapytał.
- O niczym...- powiedziałam zamyślona.
- O Norze prawda?
- Skąd wiesz?- zapytałam.
- Strzelałem. I tu Cię mam.
- Wydaje mi się, że przyszła tu tylko ze względu na was..
- Nikt nie może nam się oprzeć.- powiedział na co się zaśmiałam.
- Wysoka, długonoga, szatynka, jak mniemam brązowe oczy... Ideał...- prychnęłam pod nosem.
- Żartujesz sobie?- zapytał.
- Sorry, ale nie rozumiem.- powiedziałam.
- Ideał? Nie przesadzasz trochę?- Harry.
- No nie mów, że ci się nie spodobała.
- Widziałem ładniejsze.- uśmiechnął się.
- Ale mając wybór, powiedz tak szczerze wybrałbyś wysoką czy niską?- zapytałam.
- Powiem tyle. Wysokie są gorące, a niskie słodkie.- na dźwięk ostatnich słów przełknęłam ślinę nadal nie podnosząc wzroku na chłopaka.
- To nie jest odpowiedz na moje pytanie.- uśmiechnęłam się spoglądając z ukosa na Harrego.
- Lubię słodkie.- szepnął. Czułam, że się rumienię. Podniosłam wzrok na wpatrującego się we mnie chłopaka.
- Mieliśmy przynieść coś do picia.- powiedziałam przypominając sobie, po czym szybko wstałam od stołu i zaczęłam wyciągać szklanki z szafki. Nie mogłam dostać ostatniej. Wspięłam się na palce, ale dalej nic.
- Ja to zrobię. -powiedział chłopak wyciągając kubek.- Mówiłem, że niskie są słodkie?
- A co ma jedno do drugiego?- zapytałam.
- Nawet sobie nie wyobrażasz jak uroczo wyglądałaś wspinając się na palce i w skupieniu przygryzając lekko dolną wargę, usiłują dostać tą nieszczęsną szklankę.- stwierdził. Teraz to na pewno jestem cała różowiutka.
- Przestań.- powiedziałam zażenowana.
- O i jeszcze te rumieńce...- dodał.
- Lubisz się ze mną droczyć prawda?- zapytałam krzyżując ręce.
- Nie. Ja to uwielbiam.- powiedział szeroko się uśmiechając.

Z perspektywy Chrisa:

Było już późno, One Direction powiedzieli, że będą się już zbierać, więc jak na zawołanie z kanapy podniosła się też Nora. Chłopcy już wyszli, a ja postanowiłem, że odprowadzę nową znajomą. Wyszedłem z nią przed hotel. Nie mogłem przestać myśleć o tym
jak obojętnie zachowuje się w stosunku do mnie przy 1D. Jednak moje wątpliwości rozwiała zaskakując mnie wyjątkowo namiętnym pocałunkiem. Boże... Jak ja dawno czegoś takiego nie czułem... Chciałem więcej... Przylgnąłem do niej. W pewnej chwili odsunęła się ode mnie i uśmiechnęła zadziornie.
- Dobranoc.- szepnęła. Wpatrywałem się jeszcze chwilę w znikającą sylwetkę dziewczyny, po czym nadal oszołomiony wszedłem do hotelu.

Z perspektywy Harrego:

Następnego dnia...

Obudziłem się o … Spojrzałem na zegarek. Ymm.... Dosyć późno...
Wstałem z łóżka i nawet się nie ubierając, zszedłem na dół w samych bokserkach. Chłopaki już wstali i jedli śniadanie.
- A co wy tacy rozbudzeni?- zapytałem zauważając na twarzach kolegów szerokie uśmiechy.
- Idziemy na imprezę.- powiedział ucieszony Niall.
- A niby z jakiej okazji?- zapytałem. Nie miałem ochoty dzisiaj ruszać się z domu...
- Ta cała Nora. Wczoraj kilka razy pytała nas o numery, aż w końcu poddaliśmy się i daliśmy jej. Dzisiaj napisała do nas, że jej kolega organizuje jakąś imprezę i powiedziała żebyśmy przyszli. - wytłumaczył Zayn.
-Nie mam ochoty iść. - burknąłem.
- Dziewczyny też tam będę.- poniosłem na niego wzrok. To zmienia postać rzeczy. Ale żeby nie zauważyli, że zmieniło to moje nastawienie, wzruszyłem tylko ramionami i skierowałem się w stronę schodów.

Wieczorem...

Ubrałem dżinsy, czarny podkoszulek, a do tego srebrną marynarkę. Zszedłem na dół. Chłopaki też się już zbierali. Ja tylko wziąłem klucze od samochodu i wyszedłem na zewnątrz. Wsiadłem do auta czekając dalej na kolegów. Gdy wreszcie raczyli się pojawić, odpaliłem samochód i pojechaliśmy pod podany wcześniej adres.

Kilkanaście minut później...

Wysiadłem z auta. Razem z chłopakami weszliśmy do wnętrza budynku w którym odbywało się „party”:D Mnóstwo ludzi wirujących w rytm muzyki, ocierających się o siebie ciałami bez żadnego skrępowania. Rozejrzałem się po pokoju w poszukiwaniu „ pewnych” osób. Na razie dostrzegłem tylko Asię. Podszedłem do niej.
- Hej a gdzie reszta?- zapytałem.
- Dominika gdzieś się ulotniła, a Chris... Nawet nie wiem...- powiedziała.- A gdzie chłopcy?
- A każdy poszedł w swoją stronę.- zaśmiałem się.- Dobra to ja pójdę spatrolować teren.- oznajmiłem kierując się przeciwną stronę.
Nie znalazłem tego czego szukałem... Rozglądając się poczułem jak ktoś łapie mnie za rękę.
- Cieszę się, że jednak przyszedłeś. Chłopcy też są?- zapytała Nora przytulając mnie.
- Tak, tak..- powiedziałem flegmatycznie.- Przepraszam, ale...- zacząłem. Dziewczyna nie dała mi skończyć tylko pociągnęła mnie za sobą na parkiet. Oplotła swoimi rękami moja szyję, a ja nie mając innego wyboru objąłem ją w pasie.

Z perspektywy Asi:

Dzisiaj chcąc nie chcąc musiałyśmy iść na imprezę do tej koleżanki Chrisa, a raczej do jej kolegi. Nora od samego początku mnie wkurzała, niby była miła, ale zarazem zarozumiała i chwilami wręcz wyniosła, za co na powitanie stała się moim wrogiem. Dominika była dla niej całkiem miła i nawzajem, jednak zauważyłam, że do mnie raczej sympatii nie czuła. Jakoś specjalnie się tym nie przejęłam.
Po jakimś czasie byłyśmy już gotowe. Marc miał nas zawieść na umówione miejsce. Przed budynkiem było mnóstwo ludzi i samochodów. Nie była to typowa impreza na jakie chodziliśmy...
Weszliśmy do środka próbowałam wyszukać wzrokiem znajome twarze chłopców, bezskutecznie. Może jeszcze nie przyszli. Chociaż obiecali, że się pojawią. Chrisa zajął rozmową organizator całego zdarzenia, a Dominika poszła do łazienki. Usiadłam na kanapie postanowiłam czekać, aż ktoś się pojawi. Jakiś czas później podszedł do mnie Harry. Byłam ciekawa gdzie podziała się reszta zespołu, bez nich się nudziłam zwłaszcza, że Dominika dalej się nie pokazywała.
- Cześć. – usłyszałam ochrypły głos za swoimi plecami.
- Niall.- pomyślałam z ulgą.
- Hej. – odpowiedziałam z uśmiechem.
- Jak tam impreza? Od dawna tu jesteś?- zapytał.
- Nie jakieś kilka minut temu przyszliśmy, ale reszta gdzieś się ulotniła i zostałam sama.
- No popatrz cóż za cudowny zbieg okoliczności, że mnie zobaczyłaś- powiedział ze śmiechem.
- Nialler dzięki tobie czuję się jak jakaś wybranka losu! - powiedziałam tonem fanatycznej Directionerki.
- Och naprawdę ?! Miło mi to słyszeć.
- Wiesz jak na ciebie patrzę to mój świat staje się bardziej kolorowy...- zaczęłam mój wywód o miłości do „One Direction”. Niall z sekundy na sekundę śmiał się ze mnie coraz głośniej. - Zadowolony? - zapytałam ciągle się szczerząc.
- I to jeszcze jak. - odparł uszczęśliwiony. - Gdyby nie było żadnych świadków to mógłbym Ci zaoferować podobną wiązankę o moim uwielbieniu do Ciebie, ale to nie teraz...
- Uniosłam brew i uśmiechnęłam się do niego tak uroczo jak tylko potrafiłam.
- A tak w ogóle to dobrze, że jesteście bo bez was ta impreza nie miałaby sensu. - stwierdził opierając się o ścianę.
- Jak to? Towarzystwo uroczej Nory by wam nie wystarczyło?- zapytałam z udawanym zdziwieniem.
- Po co mi Nora? Skoro mogę spędzać czas z tobą ? - zapytał ledwo słyszalnym szeptem, tak aby ludzie plączący się w pobliżu nie usłyszeli naszej wymiany zdań. I tak ich pojawienie się tutaj wywołało "małą" sensację, a co dopiero prywatna rozmowa Nialla Horana... To by było dopiero coś.
- Mam pomysł. – powiedział odkrywczym tonem który doprowadził mnie do kolejnego wybuchu śmiechu. - Idziemy tańczyć.
- Dobra – powiedziałam gdy już się opanowałam, po czym podałam blondynowi rękę i pociągnęłam go w kierunku parkietu.
- Widziałam spojrzenia ludzi, ale starałam się nimi nie przejmować. Gdybym brała sobie wszystko do serca to nic by z tego nie było i już dawno zapadłabym w depresję. Ale z Niallem nawet w czasie czarnej rozpaczy można rzygać tęczą ze śmiechu...
- Po krótkim czasie odnalazła się reszta naszego towarzystwa...

Z perspektywy Dominiki:

Nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Ta impreza jakoś mi nie spasowała. Stałam w kącie przyglądając się tańczącym parom. Zauważyłam nawet Asię i Nialla. No nieźle, gra na dwa fronty... Zobaczymy jak to rozegra :D- uśmiechnęłam się pod nosem.
Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu.
- Zatańczymy?- zapytał nieznajomy.
- Ok.- odparłam. No bo czemu nie. Weszliśmy w głąb sali. Leciała jakaś wolna piosenka. Na moje nieszczęście. Chłopak przysunął mnie do siebie. Poczułam się trochę niezręcznie...
- Tak w ogóle to jestem David..- szepnął mi do ucha.- Organizator imprezy.- dodał z uśmiechem. Muszę przyznać że chłopak był całkiem ładny. Wysoki, brunet o ciemnych oczach.... Boże... W Polsce na jednego przystojniaka nie można trafić, a tutaj na każdym kroku...
- Miło mi. Ja nazywam się Dominika.- oznajmiłam.
- Nie słyszałem jeszcze takiego imienia.- powiedział.
- Bo to nie jest angielskie imię. Pochodzę z Polski.- odparłam.
- No więc spędzasz tu tylko wakacje?- zapytał.
- Na to wygląda.- uśmiechnęłam się i oparłam głowę na ramieniu chłopaka. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Wreszcie dostrzegłam kogoś znajomego. Harry tańczył z … Nora. No tak raz z jednym, raz z drugim. Ogarnęło mnie dziwne uczucie. No człowieku weź się uspokój, nie masz z nim już nic więcej wspólnego. Tylko się kolegujecie..- powiedziałam do siebie w myślach. Harry pochwycił mój wzrok. Uśmiechałam się do niego, a on spojrzał na mnie bezradnym wzrokiem, ale odwzajemnił uśmiech.
- Może wyjdziemy się przewietrzyć.- zaproponował po chwili David.
- Pewnie. Strasznie tu duszno.- powiedziałam i podążyłam za chłopakiem. Wyszliśmy na zewnątrz. Brunet złapał mnie za rękę i uśmiechnął się zachęcająco.
- Gdzie idziemy?- spytałam widząc, że zamierza oddalić się od budynku.
- Zobaczysz.- powiedział z uśmiechem. Wygląda na takiego miłego, ale lepiej być ostrożnym. Nawet go nie znam.
- Wiesz, nie wiem czy to najlepszy pomysł. Może już wrócimy?- zapytałam z nadzieją w głosie.
- Dopiero co wyszliśmy.- odparł.
- Ale ja chcę wracać.- rzuciłam wyrywając rękę z jego uścisku. On jednak nie odpuścił i złapał mnie mocno za oba nadgarstki. Wciągnął mnie w jakąś uliczkę ułożoną prostopadle do miejsca w którym odbywała się impreza.
- Nie pytałem Cię o zdanie.- syknął. Wyrwałam mu się, ale nie miałam w którą stronę uciec. Zaczął się do mnie zbliżać, a ja z każdym jego ruchem zwróconym w moją stronę cofałam się o krok do tyłu. W końcu na swojej drodze napotkałam mur. Chłopak nachylił się nade mną.
- Boisz się?- wyszeptał całując mnie w szyję. Mój oddech przyspieszył, poczułam drżenie na całym ciele...



Jedenastka za nami :D
Dziękujemy za wejścia i komentarze :)
Będziemy się już powtarzać, ale jesteście po prostu BOSKIE :D
Przepraszamy, że tak długo nie było nowego rozdziału, ale jednej z nas, a mianowicie Dominice zbliżają się egzaminy gimnazjalne i przez najbliższe dwa tygodnie, rozdziały będą pojawiać się rzadziej... Ale będziemy się starać :D

Stałe hasło: Czytasz? Skomentuj...:)

P.S: UWIELBIAMY WAS :D



niedziela, 8 kwietnia 2012

Rozdział 10


      Obudziłam się zdezorientowana, rozglądając się po pomieszczeniu w którym właśnie się znajdowałam. Odruchowo dotknęłam dolnej wargi. To był tylko sen, tylko sen... Ja go tak naprawdę nie pocałowałam...- tłumaczyłam sobie w myślach, by uspokoić ogarniające mnie emocje. Faktycznie byłam z nim na spacerze, ale do niczego takiego nie doszło... Dopiero teraz jak przez mgłę przypominam sobie, że gdy wróciliśmy z Louisem do domu to zastaliśmy wszystkich oglądających telewizję i dołączyliśmy do nich. Musiałam później po prostu zasnąć... Jeszcze raz bardziej przytomnym wzrokiem rozejrzałam się po pokoju. Było już ciemno, jedyne światło biło od ekranu telewizora. Dopiero teraz zauważyłam, że jestem przykryta kocem. Obok mnie siedziała Dominika i rozmawiała z... Harrym? Dziwne...Chyba coś sobie przemyślała.
- Jak można ciągle spać? - zapytał Niall siadając obok mnie i uśmiechając się.
- Odsypiam wczoraj... Chyba już trochę późno.- powiedziałam zerkając na telefon zaspanymi oczkami.
- Głupku. Jest 22. - powiedziała Dominika uświadamiając mnie jak małe dziecko. Sądząc po jej zadowolonej minie nie miała jeszcze ochoty wracać do hotelu.
- Ach... - odpowiedziałam i spojrzałam się na Nialla, który wciąż się szczerzył.
- Nialler, coś ci dolega? - zapytał Harry patrząc na minę kolegi, wychylając się zza Dominiki.
- Oj Harry, Harry. - powiedział Zayn z politowaniem. - Macie tę samą przypadłość... - stwierdził tworząc z palców serduszko i słodko się uśmiechając.
- Zamknij się... - szepnął Niall w stronę bruneta.
- Aaa..!!! - wydarł się Louis wskakując nam na kolana.
- Gdzieś ty się podziewał? - zapytał Harry.
- A było się tu i ówdzie... - powiedział z zagadkowym uśmiechem.
- Beze mnie?! - zapytał zbulwersowany Harry.
- No wiesz, byłeś za bardzo zajęty, żebym miał czelność ci przeszkadzać. – powiedział patrząc to na Loczka to na Dominikę.- A co tu się w ogóle działo?- dodał rozglądając się po pomieszczeniu.


Z perspektywy Dominiki:

( - No dobra nie będę Cię już męczył. - wskazał swój policzek.- To wystarczy.-powiedział. Zbliżył się do mnie. Był teraz na tyle blisko, że byłam w stanie poczuć delikatny zapach jego perfum, których woń tak mnie obezwładniała. No bez przesady. Minęło za dużo czasu żebym mogła czuć to co teraz mnie ogarnia… ) - przypomnienie :)
Zeskoczyłam z blatu i odsunęłam się od chłopaka.
- Innym razem.- powiedziałam z uśmiechem, kierując się w stronę wyjścia z kuchni.
- Wiesz co się dzieje z ludźmi, którzy odmawiają Harremu Stylesowi?- zapytał tajemniczo. Zachciało mi się śmiać.
- Oświeć mnie...-oznajmiłam.
- Ślad po nich zanika.- szepnął. Nie wytrzymałam, wybuchłam śmiechem, ale chłopak dalej wpatrywał się we mnie przyjmując poważny wyraz twarzy.
- Śmieszy Cię to?- zapytał.
- Eee..tam wcalee...- powiedziałam omal nie krztusząc się ze śmiechu.
- Kara. - powiedział.
- Nie odważysz się.- natychmiast spoważniałam. To znaczy próbowałam przybrać taki wyraz twarzy, ale chyba coś mi nie wyszło...
- Założysz się?
- To może już wrócimy do reszty?- zapytałam zmieniając temat.
- Dobra.- zaskoczyła mnie jego odpowiedz. Dłużej się nie zastanawiając,  odwróciłam się i ruszyłam do wyjścia z pomieszczenia. Harry dołączył do mnie. Zanim weszliśmy do salonu, zatrzymał mnie i szepnął na ucho:
- Nie myśl sobie, że Ci odpuściłem. Kiedyś przyjdę po zapłatę.
- Widzę, że szantażowanie mnie sprawia Ci ogromną przyjemność- powiedziałam mrużąc oczy.
- Jak już powiedziałem kiedyś przyjdę po zapłatę i wtedy to mi naprawdę sprawi przyjemność...- powiedział z uśmiechem wypisanym na twarzy. Nie zastanawiałam się nad głębszym sensem tych słów. Weszliśmy do salonu, gdzie część domowników oglądała jakiś film. Asia z Lou chyba jeszcze nie wrócili, bo nie zauważyłam ich obecności. Nagle jak na zawołanie para wyłoniła się zza drzwi balkonowych.
- Co robicie?- zapytała Asia.
- Właściwie to nic... Nudzimy się i oglądamy jakieś głupoty.- powiedział Zayn.
- To się dołączam.- oznajmiła i padła na kanapę. Usiadłam obok niej, Harry zajął  miejsce po mojej drugiej stronie. Spojrzałam na niego znacząco.
- No co?- zapytał.
- Nic, nic...- odpowiedziałam z uśmiechem.
- W połowie filmu Louis się gdzieś ulotnił. Zaczęłam się naprawdę nudzić. Nagle poczułam jak coś lekko „uderzyło” mnie w głowę. POPCORN.
- Spojrzałam na Harrego, a on jak gdyby nigdy nic leżał z uśmiechem wpatrzony w ekran. Nachyliłam się nad nim i powiedziałam:
- Wiem, że to ty...- uśmiechnęłam się szyderczo.- To dlatego siadłeś obok mnie... Żeby mieć łatwy cel...
- Nie wiem o czym ty mówisz.- spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Aha... To może mi się coś przewidziało...- oznajmiłam. - Podaj mi miskę.
- Po co Ci?- zapytał.
- No jak to po co? Mam ochotę na popcorn.
- Aha to spoko.- podał mi naczynie, a ja całą jego zawartość wysypałam na głowę chłopaka.
- Mnie nie oszukasz. - powiedziałam.
No i zaczęła się bitwa. Na początku było spokojnie, ale gdy dołączyła reszta... No nie ma co tu się rozpisywać... Po prostu tragedia...:D

Z perspektywy Asi:

Po powrocie do hotelu w ogóle nie miałam chęci iść spać. Czułam się jakaś taka dziwnie pobudzona.
Nawet znalazłam jeszcze jakieś resztki popcornu we włosach. Ogólnie dzisiejszy wieczór minął mi miło i przyjemnie. Fajnie, że coraz lepiej poznajemy się z chłopakami. Wraz z upływem czasu czuję do nich coraz większą sympatię. Przyzwyczailiśmy się do swojego towarzystwa. Spacer z Louisem minął ciekawie... On jest z nich wszystkich chyba najbardziej szalony...Oczywiście w pozytywnym sensie tego słowa.
W pewnym momencie powróciło do mnie wspomnienie wcześniejszego snu... Chyba siada mi psychika...
- I jak było? - zapytała Dominika wchodząc do pokoju. - Na spacerze . - sprostowała.
- W porządku – odpowiedziałam z uśmiechem.
- Wiesz, że on cię lubi ? - zapytała szczerząc się.
- Na serio tak myślisz? - zapytałam z wątpliwością w głosie.
- Nooo. Przecież to widać z daleka.  – powiedziała z pewnością w głosie.
- A co tam u ciebie i Harrego? Pogodziliście się.– stwierdziłam wesoło.
- W sumie to chyba taaak.
 Cieszyłam się, ale jednocześnie było mi trochę szkoda samej siebie... Fajnie jej... Ale co ze mną?... Bo przecież co mi z bandy kolegów jak nie mam przy sobie nikogo bliższego... Samotność „z wyboru” wcale nie jest taka fajna... Nie wiem, co jest ze mną nie tak? Musiałam pogodzić się z tym, że Dominika nie będzie przez całe życie moją niańką i w końcu też kogoś sobie znajdzie, a wtedy zostanę sama... Zresztą już teraz jest Harry...

Z perspektywy Chrisa:

Następnego dnia... Przedpołudnie...

Gdy byliśmy ostatnio w klubie poznałem Norę. Dziewczyna okazała się całkiem miła, więc wymieniliśmy się numerami. Wczoraj przez całe spotkanie z chłopakami, pisaliśmy ze sobą i stwierdziliśmy, że fajnie by było się znowu spotkać. Chciałem ją bliżej poznać. Nie wiem czemu... Miało w sobie coś przyciągającego... Z tego co pisała, lub prostując w jaki sposób to robiła, wydała mi się sympatyczna. Okazywała mi duże zainteresowanie, dobrze mi się z nią rozmawiało. Pytała o to czy Dominika lub Asia, czy któraś z nich nie jest moją dziewczyną. Zabawne. Brunetka często była za nią brana, ponieważ spędzaliśmy ze sobą dużo czasu... I nawet teraz gdy starałem się nie wkraczać w jej życie, pomimo „obojętności”, ten cały Harry dalej mnie irytował... Ale wracając do tematu Nory... Miałem się z nią dzisiaj spotkać w jednej z londyńskich restauracji.

Kilka godzin później...

Siedzę od jakiegoś czasu w umówionej knajpce. Czekam już jakieś piętnaście minut. Pierwszy minus za nie punktualność. No, ale to w końcu dziewczyna, przyzwyczaiłem się...
- Cześć.- uniosłem wzrok i spojrzałem na przyglądającą mi się Norę.
- Cześć.- odpowiedziałem wciąż wpatrując się w dziewczynę.
- Cieszę się, ze Cię widzę. - powiedziała odgarniając długie jasnobrązowe włosy na plecy.- uśmiechnąłem się i zmierzyłem ją wzrokiem. Była szczupła, bardzo wysoka, a jej oczy niesamowicie błyszczały, ale to już wiedziałem.
- Tak ja też.- dalej nie mogłem oderwać wzroku od szatynki.
- Opowiedz mi o twoich koleżankach. - zaczęła. - Wyglądają na miłe.- zaskoczyło mnie to. Myślałem, że będzie chciała dowiedzieć się czegoś o mnie... Ale...
- Są miłe. - powiedziałem wciąż się uśmiechając. – A więc Dominika jest dla mnie jak siostra - skłamałem. - Znamy się od bardzo dawna, a Asia jest jej kuzynką. Ją znam trochę krócej, ale się lubimy. - Nora skinęła głową.
- Z tego co wiem to chodzą one z jednymi z członków z One Direction. - oznajmiła. Widać było, że miała chęć zadać mi dużo pytań na ten temat. Trochę zaniepokoiła mnie jej ciekawość...
- Nie, tylko się z nimi przyjaźnią - odparłem krótko. Rozmawialiśmy już kiedyś o tym co mówić gdy ktoś nam będzie zadawał takie pytania, ale czułem, że Norze mogę po prostu zaufać.
 No bo czemu nie - pomyślałem. Chociaż raz będę miał jakąś korzyść z tych... Pajacy.
- Naprawdę?
- Tak, to tylko koledzy. - odparłem stanowczo.
Z Norą miło i się rozmawiało, więc zaprosiłem ją na sobotę do nas. Niestety tematy ciągle jakimś sposobem zahaczały o chłopaków z 1D, ale nie przejąłem się tym zbytnio. Teraz dzięki Norze miałem szansę na stałe „odczepić” się od Dominiki... Mam już dziewiętnaście lat na karku, z czego od jakiś dwóch uganiam się za tą samą dziewczyną, do której mimo wszystko wciąż coś czuję... Niełatwo tak po prostu to z siebie wyrzucić.... Uświadomiłem sobie ile przez nią czasu zmarnowałem, zamiast kogoś sobie znaleźć...

Z perspektywy Nialla:

Dzisiaj od rana nic mi nie wychodziło... Nie mam pojęcia dlaczego. Stłukłem szklankę, rozcinając sobie jeszcze przy tym rękę.
Stanowczo za dużo myślałem o Asi... Teraz dopiero powoli do mnie docierało co do niej czuję. Wcześniej próbowałem się oszukiwać, że to nieprawda... Ale to było na nic... Mogę okłamywać innych, ale samego siebie nie oszukam...
Następne co zauważyłem było to, że jestem zwyczajnie zazdrosny o Louisa. Zaniepokoił mnie ten fakt. Nie chcę napiętych stosunków między nami. Jednak bolało mnie to, że miał z nią takie dobre stosunki, że tak dobrze się dogadywali... Wiedziałem, ze gdyby byli razem, to uczucia Lou w stosunku do niej nie byłyby stałe. Po prostu czułem, że jestem w stanie dać jej więcej...

Siedziałem tak na łóżku i rozmyślałem o wszystkim. Analizowałem cały wczorajszy dzień, krok po kroku... Przypominałem sobie wszystkie słowa zwrócone przez dziewczynę w moim kierunku. Jestem głupi - stwierdziłem i uderzyłem się ręką w czoło - Próbuję się dogrzebać głębszego sensu wypowiedzianych przez nią słów, choć wiem, że nie znajdę w nich niczego czego bym oczekiwał, chciał... Źle interpretowałem te drobne i przypadkowe gesty... Stanowczo za dużo sobie wyobrażam...


I jest następny...
Jesteście boskie, wielkie i w ogóle... 
Mamy jeszcze dużo takich epitetów w zanadrzu, wyszła by z tego całkiem długa lista... :D
Dziękujemy wam za tyleee komentarzy :) Dlatego ten rozdział pojawił się tak szybko :)
Ale oczywiście nie obraziłybyśmy się gdyby było ich więcej...:D

Stałe hasło: Czytasz? Skomentuj...:)

A tak przy okazji to:

Wesołych Świąt !!!

P. S: Mamy nadzieję, że was jutro nieźle zleją :P
Podobno oznacza to powodzenie...
Więc życzymy mokrego lejka :D
Im więcej razy będziecie się jutro przebierać z mokrych ciuchów tym lepiej...:D






piątek, 6 kwietnia 2012

Rozdział 9

Z perspektywy Asi:

- Tak to jest mieszkać z chłopakiem którego małpy wychowały i pukać nie umie… - stwierdziłam gdy Chris już zniknął.
- Teraz to ty mi tu tematu nie zmieniaj. - powiedziała Dominika kładąc się koło mnie. – A ty i… - zaczęła. - to co niby odwalacie?
- No ja i kto? - zapytałam.
- No Louis... Niall... - zaczęła...
- Sama nie wiem… - stwierdziłam patrząc w sufit. Miałam totalną pustkę w głowie.
- No właśnie… To wszystko jest jakieś takie za bardzo skompilowane. – powiedziała.- Nie ma co... Cieszmy się po prostu wakacjami. - dodała entuzjastycznie.

Następnego dnia...

Obudziłam się, wszyscy jeszcze spali. Co się dziwić… Odsypiali imprezę, a ja jak na złość wstałam o 8 rano i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić.
Szybko zrobiłam płatki i poszłam do salonu. Uruchomiłam komputer. Od czasów ferii starałam się jak najrzadziej z niego korzystać… Po naszym powrocie do Polski w internecie rozpętała się burza. Niestety wyciekło kilka naszych zdjęć z chłopakami … Znajdowały się po nimi komentarze: i te miłe, i te mniej przychylne. Ilością przeważały te nastawione pozytywnie w naszym stosunku, ale wystarczyło, że raz przeczytałam jeden ładnie ujmując : „nieprzyjemny” post, a odechciało mi się więcej...
Znudzona wyszłam na balkon. Pogoda mnie zaskoczyła. Jak na Londyn było całkiem, całkiem... W sam raz na umówionego grilla u chłopaków. Cieszyłam się, że znowu się z nimi spotykamy. To takie niewiarygodne. Myślałam, że to co było w ferie to tylko miły przypadek i że spędzali z nami czas z czystej nudy... Może się myliłam?… - pomyślałam z uśmiechem na twarzy. Miejmy nadzieję...

Kilka godzin później…

Byłyśmy już gotowe na umówione spotkanie. Liam miał po nas przyjechać koło 16.00. Chris chyba najgorzej zniósł wczorajszy „melanż” zważając na jego mało wytrzymałą głowę.
- Na pewno dobrze się czujesz? - zapytała Dominika z troską. - Nie wiem czy jesteś na siłach na tego grilla…
- Nie! Znaczy tak! Jadę. - powiedział.
A jak?! - zastanawiałam się - Wolał by umierać w męczarniach niż zostawić ją samą na pastwę jakiś chłopaków, zwłaszcza Harrego… A wydawało by się, że już odpuścił...

Czekaliśmy przed budynkiem hotelu, gdy nadjechał dobrze nam znany czerwony jeep. Po chwili wyskoczyli z niego Louis, Niall i Liam.
- No panienki gotowe? – zapytał Liam nie dostrzegając obecności Chrisa.
Zgodnie kiwnęłyśmy głowami i wsiadłyśmy do auta. Dominika usiadła z przodu, a ja zostałam skazana na Nialla i Louisa, którzy nie dali mi wyboru i rozsiedli się po obu moich stronach. Chris usiadł samotnie na końcu. Był trochę spokojniejszy z powodu nieobecności Hazzy.

Z perspektywy Nialla…

Nie mogłem się doczekać, aż dziewczyny się zjawią. Harry dalej zachowywał się co najmniej dziwnie… O Louisie nie wspominając… Ostatnio działał mi na nerwy jak nikt. Cieszyłem się jak głupek, że znowu je spotkaliśmy... Zresztą ostatnio rozmawiając z chłopakami, natknęliśmy się na temat związany z nimi. Pomyśleliśmy, że warto byłoby się do nich odezwać i zapytać o plany na wakacje, ale jak widać problem sam się rozwiązał...
- Jedziecie ze mną? - zapytał Liam wchodząc do kuchni i wymachując kluczykami. Louis nawet nie odpowiedział tylko zerwał się z krzesła i poszedł do samochodu.
- Pewnie.- powiedziałem.

Kilka minut później…

Wyszliśmy z auta, żeby się przywitać. Louis wciąż kręcił się koło Asi. Otworzył jej drzwi, po czym usiadł koło niej. Obszedłem pojazd wokoło i zająłem miejsce po jej drugiej stronie. Lou musiał załapać o co chodzi, ponieważ uśmiechnął się do mnie... Była w tym jakaś ukryta aluzja...
- Ładnie dzisiaj wyglądasz. - powiedział do Asi cicho, ale jednocześnie na tyle głośno, że to usłyszałem.
- Dzięki. - odpowiedziała z uśmiechem.
Ogólnie cała droga minęła dosyć szybko. Na szczęście...

Z perspektywy Dominiki:

Wysiedliśmy z samochodu i skierowaliśmy się w stronę drzwi wejściowych do domu. Chłopaki przeprowadzili nas przez całe mieszkanie. Wyszliśmy na balkon, którego schody prowadziły do sporego ogrodu. Chociaż nie za bardzo można to było nazwać „ogrodem”. Był to bardziej plac porośnięty trawą, a wokół całej posiadłości posadzone były wysokie krzewy, które zapewniały chłopcom pełną prywatność. Usiedliśmy przy stole. Po chwili dołączyli do nas Zayn z Harrym.
- Heeejj...- powiedział Mulat przeciągając sylaby.
-Cześć.- tym razem Harry obdarzył mnie nieśmiałym uśmiechem. Zostało tylko jedno wolne miejsce obok mnie. Loczek nie mając innego wyboru musiał je zająć. Odwróciłam się w stronę pozostałych. Zaczęliśmy rozmawiać, opowiadać sobie minione wydarzenia, to co się działo kiedy nasze drogi się rozeszły… A skończyło się na tym, że wszyscy zgodnie stwierdzili, że to nie mógł być przypadek, że się znowu spotkaliśmy. Tak musiało być… Chociaż raz los pozwolił na coś czego się nie spodziewamy, a jednocześnie podświadomie tak bardzo tego chcemy. Tylko Chris siedział zapatrzony w ekran swojego telefonu, nic się nie odzywając. Co chwilę na jego twarzy pojawiał się uśmiech. Ciekawe z kim się tak ostro pisze?...
W pewnym momencie wszyscy się jakoś rozeszli. Harry powiedział, że idzie do łazienki, Asia gdzieś wyszła z Louisem, Niall po tym jak zobaczył ulatniająca się parę, wstał i wszedł do mieszkania. Zayn zagadywał Chrisa. Zostałam sama. Nudząc się stwierdziłam, że coś by się przydało przekąsić. Nałożyłam na talerz to co sobie upatrzyłam.
-Nie ma już sosu?- krzyknęłam w stronę Zayna.
-A możliwe… Idź do kuchni, powinien być w lodówce.- odpowiedział.
Ruszyłam w stronę domu. Skierowałam się w stronę kuchni. Weszłam do pomieszczenia. Zauważyłam postać stojącą do mnie tyłem, opartą rękami o kuchenny blat. Odwróciłam się chcąc szybko wyjść z pomieszczenia, ale owa osoba zauważyła moją obecność.
-Długo tutaj jesteś?- zapytał Harry odwracając się w moją stronę.
-Nie… Ja tylko… Zresztą już nieważne. Nie będę Ci przeszkadzać.- powiedziałam po czym skierowałam się w kierunku wyjścia z pomieszczenia.
-Nie przeszkadzasz..- oznajmił Harry. Ton jego głosu spowodował, że mimowolnie obróciłam twarz w stronę w której stał. Nie wiem dlaczego, ale zamiast opuścić pokój, podeszłam do blatu, usiadłam na nim i zaczęłam delikatnie wymachiwać nogami. Siedzieliśmy tak chwilę w ciszy.
-Tyle się nie wiedzieliśmy, a ty nic nie mówisz…- zaczął Harry uśmiechając się.
-Po prostu brak mi słów… Jeszcze wczoraj nie pomyślałabym, że was jeszcze w ogóle spotkamy… Nie wiem od czego zacząć…- powiedziałam niepewnie.
-Może od czegoś takiego: Harry… Boże jak się cieszę, że cię widzę… Usychałam z tęsknoty.- w tym momencie przerwałam mu swoim śmiechem.- I jeszcze gdybyś do tego padła na kolana… No to mogłoby by być coś w tym stylu…- stwierdził śmiejąc się.
-Uuu.. Podoba mi się, ale pozostawię to sobie w zanadrzu na inną okazję…- powiedziałam wciąż się szczerząc.
-No to jak nie to... To teraz należy mi się chociaż zapłata, za ten jakże szalenie świetny pomysł.- oznajmił szeroko się uśmiechając.
-Fajnie tak znowu po prostu porozmawiać…- powiedziałam. Pierwszy raz nie wiem od kiedy rozmawiam z nim w taki swobodny i nieskrępowany sposób.
- Tak… Ja też się… Ej, ej… No prawie Ci się udało zmienić temat. Prawie… No to teraz nie wyjdziesz stąd dopóki nie dostanę tego czego sobie zażyczę.- oznajmił mrużąc oczy.
-Pfff… Mam się bać? Nie wyglądasz na groźnego.
-Pozory mylą.- powiedział poruszając śmiesznie brwiami. Zrobił krok w moją stronę.
-Mam się przygotować na najgorsze?- zapytałam niewiele myśląc.
-A co jest twoim zdaniem najgorsze?- zmieszałam się. Głupie pytanie.
-Yyyyy…- rozpoczęłam swój wywód.
-No dobra nie będę Cię już męczył. - wskazał swój policzek.- To wystarczy.-powiedział. Zbliżył się do mnie. Był teraz na tyle blisko, że byłam w stanie poczuć delikatny zapach jego perfum, których woń tak mnie obezwładniała. No bez przesady. Minęło za dużo czasu żebym mogła czuć to co teraz mnie ogarnia…

Z perspektywy Asi…

Siedzieliśmy i gadaliśmy już chyba ze trzy godziny. Czas miło leciał. Albo mi się wydawało albo Dominika zaczęła się normalnie zachowywać... Chris był całkiem nieobecny duchem.
- Idziesz się ze mną przejść? – zapytał Louis.
- Czemu nie... – stwierdziłam z uśmiechem i poszłam za chłopakiem.
Na samym końcu ogrodu było drugie wyjście i prowadziło na jakąś polną ścieżkę, która wiodła do parku. Szliśmy, nic nie mówiąc i chwytając ostatnie wieczorne promienie słońca.
- Powiedz mi… - zaczął niepewnie.
- Tak?
- Czy gdybym był?... No nie wiem… Byłabyś w stanie coś ze mną zacząć…? – zapytał, po czym schylił się po kwiat, który rósł przy ścieżce. Zaczął obracać go w dłoniach.
Nie miałam pojęcia co mam mu odpowiedzieć.
- Nie wiem Louis. – powiedziałam zgodnie z prawdą.
- Dobra młoda nie było tematu… - powiedział wyraźnie zawstydzony.
- Po prostu nie jestem w stanie po tak krótkim czasie powiedzieć czego chcę.-odparłam zatrzymując się i wpatrując się w słońce.
Stanął koło mnie i podał mi kwiatek.
Spojrzałam mu w oczy. Sama nie wiem co wyrażały…
Chłopak nachylił się nade mną i delikatnie musnął moje usta, na jedną krótką sekundę.
- Louis…


Taki jakiś krótki wyszedł w porównaniu do wcześniejszych...
W ogóle nie jesteśmy za bardzo zadowolone z tego rozdziału...
I jeszcze oczywiście dziękujemy za komentarzeee...:D
Jesteście boskie ;)*
Jak będzie dużo komentarzy w krótkim czasie, postaramy się dodać nowy tak szybko jak tylko się da :D

Stałe hasło: Czytasz? Skomentuj...:D

Pozdrawiamy D&A ;*

wtorek, 3 kwietnia 2012

Rozdział 8

Początek lipca - Cztery miesiące później...

 Z perspektywy Dominiki:

No i wreszcie koniec… Wakacje, błogość i inne… Nie wierzę, że przeżyłam już te egzaminy, zakończyłam prace nad projektem i ….Dostałam stypendium!! Dowiedziałam się o tym już jakiś czas temu więc wszystkie emocje zdążyły już ze mnie upłynąć. Teraz na wiadomość o tym reaguję „normalnie”. Jeszcze tylko pozostaje mi czekać na decyzję komisji w jakim mieście mnie umieszczą. Prawdopodobnie gdzieś w Anglii, żebym mogła praktykować swoje umiejętności językowe. Ale na razie nie myślmy o tym, jedyną liczącą się teraz dla mnie rzeczą są wakacje co się równa z odpoczynkiem. Znowu jadę z Asią i Chrisem do Londynu. Stały skład. Moje stosunki z kolegą poprawiły się. Na początku próbował przekonać mnie do czegoś więcej, ale później zrozumiał, że nie warto ryzykować naszej przyjaźni. Więc ogólnie jest w porządku. Jednak z Londynem teraz kojarzy mi się wyłącznie jedna osoba... Minęło już tyle czasu, ale wciąż jakieś jego wspomnienie tkwi w moim umyśle. Próbuję się tego pozbyć, ale na marne. Choć przez ten czas udało mi się stłumić trochę to uczucie, cokolwiek nim było. Byłam praktycznie cały czas zajęta. Szkoła, dom, łóżko, szkoła i tak w kółko. Do tego dochodziły jeszcze prace nad projektem… To mi w dużym stopniu pomogło. Bo przecież mówi się, że człowieka nigdy nie można zostawiać samego ze sobą na długo, ponieważ ma wtedy za dużo czasu na myślenie. Mimo tego i tak nie chcę spędzić wakacji w domu, więc przyjęłam zaproszenie wujka, który stwierdził, że musimy nadrobić stracony czas w ferie. Przecież 1D są w trasie, nie muszę od razu się na nich natknąć. Choć fajnie by było. Stęskniłam się za tą bandą…

Kilka dni później…

- Wstawajcie bo spóźnicie się na samolot.- krzyknęła moja mama. Asia dzisiaj u mnie nocowała, by zaoszczędzić na czasie i szybciej się zebrać. Posłusznie wstałyśmy( aż dziwne…). Gdy byłyśmy już gotowe, zeszłyśmy na dół. Zjadłyśmy szybko śniadanie i wsiadłyśmy do samochodu. Na lotnisko mieli zawieść nas moi rodzice. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze po Chrisa…


Kilkanaście godzin później…

Leżę już na kanapie w dobrze znanym mi apartamencie. Niby dopiero pierwszy wieczór tutaj, ale nie chcę tak bezczynnie siedzieć.
- Ej co powiecie na mały wypad do jakiegoś klubu? Hmmm…??- z odsieczą przyszedł mi Chris.
- Jestem jak najbardziej za.- powiedziałam zadowolona.- Ale jest tu w okolicy jakiś fajny i sprawdzony?
- Było się tu i tam kiedy wy wolałyście przesiadywać z tymi swoimi chłopaczkami…- oznajmił sarkastycznie Chris.
- Haha… Bardzo śmieszne.- wtrąciła Asia.- To mam się zbierać czy nie? Decydujcie się.
- Idziemy.- oznajmiliśmy wszyscy jednogłośnie.
Razem z Asią poszłyśmy się przebrać. Jak przystało na dziewczyny trzeba się odstawić. Po krótkim namyśle stwierdziłam, że założę krótką czarną sukienkę bez ramiączek, a do tego beżowe szpilki. Na wierzch zarzuciłam jeszcze tylko marynarkę, a do tego dobrałam małą kopertówkę. Włosy spięłam, jeszcze tylko pozostał makijaż. Weszłam do łazienki w której była właśnie Asia. Ona też postawiła na sukienkę, ale w odcieniu czerwonym, do tego czarne sandały na koturnie. Włosy zostawiła rozpuszczone, jak zauważyłam właśnie męczyła się z makijażem. Po chwili byłyśmy już gotowe. Spojrzałyśmy na efekt końcowy. Zmierzyłyśmy się wzrokiem i uśmiechnęłyśmy do siebie. Weszłyśmy do salonu gdzie czekał już Chris..
- No to wychodzimy.- oznajmił.
Do klubu było dosyć blisko, więc poszliśmy na piechotę. Przed budynkiem kręciło się mnóstwo ludzi. Jakoś przepchaliśmy się przez tłum i weszliśmy do środka. Usiedliśmy przy stoliku w rogu. Chris zamówił sobie drinka, w końcu jest już pełnoletni, ja wodę z cytryną, a Asia wiśniową colę.


Z perspektywy Asi:

Po chwili Chrisa dopadła jakaś dziewczyna i wyciągnęła go na parkiet.
- Ooo no popatrz.– powiedziałam do Dominiki i wskazałam na naszego kolegi.

Przjaciółka też długo nie siedziała sama, podszedł do niej jakiś ładny blondyn i tańczyła z nim już drugą piosenkę pod rząd. Cola w ogóle mi nie smakowała. Skierowałam się w stronę łazienki, aby poprawić makijaż, gdy nagle ktoś złapał mnie od tyłu.
- Pogrzało ?! – krzyknęłam po polsku nie wiele myśląc. Obejrzałam się w stronę mojego napastnika.- Zayn!
- Myślałem że mam halucynacje czy coś, że was widzę. – powiedział ze śmiechem – Dlatego musiałem się własnoręcznie przekonać. Dlaczego nic nie pisałyście, że przyjeżdżacie do Londynu ?
- Nie było kiedy… Nawet nie masz pojęcia jak się cieszę, że cię widzę.
- Ja ciebie też.- odpowiedział z uśmiechem przytulając mnie.
- A gdzie reszta? – zapytałam.
- Gdzieś się plączą. – odparł.


Jakiś czas później…

Gdy tylko złapaliśmy wszystkich zaczęliśmy sobie opowiadać o tym co robiliśmy przez te miesiące.
Widziałam, że Dominika i Harry prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiali, tylko od czasu do czasu rzucali sobie ukradkowe spojrzenia. Powiem szczerze, to udawanie „nic nas nie łączy” szło im koszmarnie.
- Tańczysz? – zapytał siedzący koło mnie Niall.
Skinęłam głową i poszłam w kierunku parkietu. Pierwsza piosenka była szybka i dzięki niej mogłam się przekonać, że blondyn nieźle tańczy. Po chwili zaczęła lecieć następna (wolna). W takich chwilach miałam chęć uciekać. Podczas wolnego zawsze nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić i gdzie podziać wzrok…
- Jak tam trasa i w ogóle...? - zapytałam.
-Wszystko dobrze, od tygodnia mamy wakacje.- powiedział z uśmiechem obracając mnie.- Wiesz. – zaczął nieśmiało – Tęskniłem za wami. Zwłaszcza...
- Odbijamy. – powiedział Louis, którego dobry humor nie opuszczał, zważając na to że już coś wypił.
W tym momencie tkwiłam w ramionach Lou, Nialla porwała jakaś fanka.
- Co tam u ciebie? – zapytał – Nie mieliśmy jeszcze okazji porozmawiać…
- Świetnie… Nawet nie masz pojęcia jak się cieszę, że na was dzisiaj trafiłyśmy… - powiedziałam wesoło. Gdyby nie oni to miałabym kolejny nudny wieczór przed sobą.
Spojrzałam w stronę naszego stolika, zostali tam tylko Dominika z Harrym, Chris wciąż tańczył z tą samą dziewczyną.


Jakiś czas później…

Zaczęliśmy się powoli zbierać się do wyjścia.
Chłopcy szli z nami. Nie mogli się nagadać, dlatego postanowili nas odprowadzić.
- To co będziemy jutro robić? – zapytał Liam.
- Mamy przed sobą całe wakacje! – krzyknął wesoło Louis idący z tyłu.
- Tak, ale jutro trzeba coś wykombinować… - stwierdziłam.
- Możemy zrobić u nas grilla. – zaproponował Niall. No tak, a temu to tylko żarcie chodzi po głowie...
- To jest myśl… - szepnął Zayn.

Później…

Droga z chłopakami minęła nam niespodziewanie szybko. Gdy tylko się umyłam i przebrałam w piżamy poszłam do Dominiki. Miałam z nią do pogadania…
- Co wy z Harrym odstawiacie ? – zapytałam rzucając się na jej łóżko.
- Co ? – zapytała.
- Nie udawaj debila, bo debilem nie jesteś, no może trochę… - powiedziałam, ale po chwili spoważniałam.
- Mówiłam ci, między nami nic nie ma… - powiedziała spokojnie.
- To chociaż staraj się zachowywać tak jakby nic nie było. Oboje wyglądacie jak ofiary losu… - stwierdziłam. - Wszyscy to widzą. Takie przedstawienia to ty mogłaś w przedszkolu odstawiać. Dorośnij kochanie... Nie mówię ci tego złośliwie, przecież wiesz. - ale ona szybko zmieniła temat.
- To ty mi lepiej powiedz co jest między tobą, a…- powiedziała szczerząc się przy tym jak głupia i śmiesznie poruszając brwiami.
- Hej – powiedział Chris wychylając głowę zza drzwi – Chciałem tylko powiedzieć dobranoc.
No ten to umie wpaść w odpowiednim momencie. Cóż za niepowtarzalne wyczucie czasu.


Z perspektywy Harrego:

Chłopaki wyciągnęli mnie dzisiaj do klubu. Nie wiedziałem gdzie, jak...Ale poszedłem. Po ciągłych koncertach brakowało mi odpoczynku, tej swobody. Siedziałem przy stoliku, gdy podeszła do mnie jakaś dziewczyna i zapytała czy mam ochotę zatańczyć. Zgodziłem się, bo co mi szkodzi? Wstałem i ruszyłem za nią na środek sali. Zaczął się jakiś wolny kawałek. Objąłem dziewczynę w pasie, a ona się do mnie przytuliła, gładząc przy tym moje włosy. Było to trochę dziwne, nie ukrywam, ale nie zareagowałem na to. Nagle podbiegł do mnie Louis:
- Chodź szybko- powiedział.
- Ale po co? Coś się stało? -zapytałem odrywając się od dziewczyny.
- A żebyś wiedział. - powiedział z uśmiechem wypisanym na twarzy.
- Przerażasz mnie.- oznajmiłem spoglądając na chłopaka.
- Oj już nie marudź. Uwierz mi, ucieszysz się.
Podziękowałem dziewczynie za taniec i odwróciłem się starając się dogonić Lou. Poczułem jak ktoś mi coś wkłada w tylną kieszeń spodni.
- Liczę na to, że się odezwiesz.- szepnęła mi do ucha dziewczyna z którą przed chwilą miałem okazję zatańczyć. Wyciągnąłem mały skrawek serwetki na którym niestarannie został nakreślony jakiś numer. Raczej nie skorzystam- pomyślałem uśmiechając się przy tym. Pobiegłem za Louisem po drodze pozbywając się małego zawiniątka. Dogoniłem chłopaka i szedłem już równo z nim. Weszliśmy w róg sali. Zauważyłem resztę chłopaków rozmawiających i przytulających się z jakimiś dziewczynami. Stały tyłem, a do tego jeszcze było strasznie ciemno, więc ich nie rozpoznałem. Podeszliśmy bliżej. Gdy zobaczyłem twarze przybyszek po prostu mnie zamurowało. Nie wierzyłem własnym oczom. One tutaj? Przecież to niemożliwe. Asia rzuciła mi się na szyję, a Dominika tylko mnie lekko przytuliła. Poczułem bijące od niej ciepło... Odsunęła się ode mnie niepewnie, nasze spojrzenia się spotkały. Tyle czasu minęło... A ja wciąż miałem w pamięci wszystko co z nią związane. Udało mi jednak na jakiś czas zapomnieć... Ale teraz to wszystko wróciło zalewając mnie falą wspomnień. Przez ten cały czas zdążyłem spotkać się z paroma dziewczynami. Ale jakoś żadna z nich w jakiś specjalny sposób mną nie poruszyła. Jak to mówią” łatwo przyszły, łatwo poszły”. Związki odstawiłem na tor boczny. Na razie mi to do niczego nie potrzebne...Mój monolog myśli przerwał Zayn, który powiedział, że idzie na dwór się przewietrzyć. Lou poszedł razem z nim. Niall zaprosił Asię do tańca, a ja zostałem sam z Dominiką. Krępująca sytuacja.
- To może my też zatańczymy?- zapytałem.

- Pewnie.- powiedziała z uśmiechem. Wyciągnąłem do niej rękę, wydawało mi się, że w pewnym momencie się zawahała, ale uścisnęła moją dłoń. Pociągnąłem ją za sobą na parkiet. Po dwóch przetańczonych piosenkach, wróciliśmy do stolika przy którym siedziała reszta i CHRIS. A już myślałem, że tym razem się nie napatoczy. Przywitałem się z nim i usiadłem obok Nialla, który nie mógł oderwać oczu od siedzącej naprzeciwko niego Asi, rozmawiającej w tej chwili z Lou. A wydawało by się, że po tylu miesiącach podczas których jej nie wiedział powinien trochę ochłonąć...

Następny za nami...:D
Dziekujemy za wejścia i komentarze :)
Dajecie nam tym takiego kopa, że pisanie idzie z łatwością...:D

Stałe hasło: Czytasz? Skomentuj...:D
Pozdrawiamy D&A ;*

sobota, 31 marca 2012

Rozdział 7

Z perspektywy Asi…

Nie chciałam by, ktokolwiek to był, zabierał rękę. Dotyk działał na mnie w kojący sposób. Postanowiłam dalej udawać, że śpię mimo iż z trudem powstrzymywałam uśmiech, który cisnął mi się na usta. Musiałam wytrzymać jeżeli chciałam dalej ich podsłuchiwać.
- Przecież jej nie obudziłem. – powiedział szeptem Niall.
- Kiepsko to wygląda.- stwierdził Zayn.
- Oj tam nie jest aż tak źle. – powiedział Louis wesoło .– Przez tydzień będzie małe kuku i tyle…
Tak, ja tu cierpię, a tych… No brak mi epitetu… to śmieszy?! -pomyślałam.
- Harry się odzywał czy coś ? – zapytał Zayn.
- Nie, w ogóle… - powiedział Liam.
- Nawet dzień nie minął od jej wyjazdu, a on… - powiedział Louis. – Chociaż w pewnym sensie go rozumiem… - urwał.
- Ta, ja też będę za nimi tęsknić. – stwierdził Niall.
- Idę na dół do sklepu. – przerwał Zayn
- Czekaj, idę z tobą – powiedział Liam.

Chwilę później...

- A ty gdzie?- zapytał Niall.
- Do łazienki. –odpowiedział Lou.
Poczułam jak ktoś delikatnie dotyka mojej ręki.
- I jak ja mam ci to powiedzieć … ? – usłyszałam szept Nialla w momencie, kiedy ogarniał mnie sen.

Jakiś czas później…

Usłyszałam dzwięk otwieranych drzwi. Chłopcy wrócili.
No to czas zakończyć zabawę… Otworzyłam oczy.
- I jak? – zapytał Lou patrząc na moje czoło.
- Całkiem nieźle. – odpowiedziałam dotykając okazałego guza, po czym poszłam do łazienki zobaczyć jak to wygląda.
- Zayn, chłopie miałeś rację…- powiedziałam do swojego odbicia. Delikatnie rzecz ujmując wyglądałam koszmarnie.
Wróciłam do salonu.

Z perspektywy Chrisa:

Nareszcie miałem okazję się wyrwać. Brakowało mi normalnego męskiego towarzystwa po ciągłym przebywaniu z dziewczynami i „nimi”. Ale teraz bez Dominiki to już nie będzie to samo… Jak wrócimy do Polski, gdy już nikt nie będzie mi stawał na drodze (a mianowicie Harry), przekonam ją do tego, że warto spróbować czegoś więcej...
Po chwili byłem już w apartamencie, tam ku swojemu zaskoczeniu spotkałem chłopaków z One Direction.
- Co ci się stało ?! – zapytałem na widok Asi.
- Wpadłam na drzwiczki… - wytłumaczyła.
- A już myślałem, że… - powiedziałem po polsku żeby reszta nie zrozumiała, po czym znacząco spojrzałem na chłopaków.
- To kurde źle myślałeś ! – krzyknęła również w ojczystym języku łapiąc aluzję . – Sama to sobie zrobiłam debilu!
- Dobra, na nas czas. – powiedział Zayn podnosząc się z kanapy. Był wyraźnie speszony naszą dosyć głośną wymianą zdań.
- Nie musicie jeszcze iść. – oznajmiła Aśka.
- Już dosyć późno.- stwierdził Niall – Zresztą planowaliśmy tu zostać tylko do twojego powrotu, żebyś nie zastał jej samej w takim stanie.
Asia stała oparta o ścianę z naburmuszoną miną, chłopcy już zbierali się do wyjścia.
- Sexy wyglądasz z tym sińcem. – stwierdził Louis, czochrając jej włosy.
- Dzięki – odparła śmiejąc się.
No co to ma być ?! Następna się mizia z którymś z nich? – zastanawiałem się.
Gdy wyszli koleżanka spojrzała tylko na mnie przelotnie, po czym zniknęła w swoim pokoju.
I my mamy wytrzymać razem tydzień, zwłaszcza po tym wszystkim…

Z perspektywy Dominiki:

Dni mijały, a ja wciąż nie mogłam opędzić się od myśli krążących wokół NIEGO. Świadomość tego,że „rozstaliśmy się" w taki nieczuły i dziecinny sposób sprawiała, że miałam wyrzuty sumienia.
Zachowałam się nieodpowiedzialnie i wiem o tym. Robiłam wszystko by tylko przestać zaprzątać sobie nim głowę. Szukałam sobie przeróżnych zajęć, choć na nadmiar wolnego czasu też nie narzekałam. Komisja przydzieliła mi projekt, którego tytuł brzmiał: „Anglia- To co lubię”. Co za zbieg okoliczności, wszystko musi kojarzyć mi się z jednym. No, ale też nic innego wymyślić nie mogli, bo to stypendium jest dla uczniów zainteresowanych anglistyką i pobierających rozszerzone lekcje właśnie tego języka. No, a ja jestem jednym z nich. Zawsze interesowały mnie inne kraje, kultury. Lubię języki obce, to taka moja - nie wiem nawet jak to nazwać. Po prostu to jest to coś.

 No i moje myśli jak zwykle wracają do punktu wyjścia. Znowu widzę te zielone oczy wpatrujące się we mnie z taką :czułością? Wracam do tego wieczoru w jego pokoju. Na samo wspomnienie pocałunku moje nogi uginają się, a kąciki ust unoszą do góry. Ale wtedy przywołuję sobie w pamięci obraz jego całującego się z tą blondyną. Uśmiech znika z twarzy, a oczy wypełnia coś w rodzaju smutku. Dlaczego tak reaguję? Nie mam pojęcia. Wszystko co powiązane z nim staram się wyrzucić z umysłu, ale to ciągle wraca.
Położyłam się na łóżku, wpatrując się w sufit. Nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Szybko wstałam i podeszłam do biurka. Spojrzałam na komórkę licząc, że wyświetli się na nim numer Asi. Miała dzisiaj dzwonić i pogadać ze mną chwilę, zdać relacje co tam się dzieje w Londynie pod moją nieobecność. Dzisiaj mieli już razem z Chrisem wyjeżdżać, więc niestety nastrój w tych okolicznościach mają pewnie przygnębiający.
- Słucham.- powiedziałam niepewnie,przykładając telefon do ucha.
- Cześć- odpowiedział mi ochrypły głos w słuchawce. Na jego dźwięk serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Ze zdenerwowania czy może przyczyną tego było coś innego... Nie wnikajmy...
Nie spodziewałam się telefonu od Harrego. Choć nie dzwoni pierwszy raz. Za każdym razem po prostu odrzucałam połączenie. Nie wiem co mnie podkusiło by teraz odebrać. Musimy uregulować parę spraw, nie ukrywam...- Miło znowu słyszeć twój głos- brzmiał na zdenerwowanego, niepewnego. A po tym jak wypowiedział te słowa ja poczułam się tak samo. Plus zalała mnie fala obezwładniającego gorąca, zaschło mi w gardle i nie potrafiłam wydobyć z siebie ani słowa.
- Hej.- powiedziałam to tak cicho, że ledwie do mnie samej dotarł dzwięk tego słowa. Chwilę panowała niezręczna cisza, którą jako pierwszy postanowił przerwać Harry.
- Przepraszam Cię za moje zachowanie. Jest mi tak strasznie głupio, że pożegnaliśmy się w ten ,a nie inny sposób. Gdybym mógł się cofnąć w czasie, nie pozwoliłbym Ci wtedy wyjść z pokoju i ...- w tej chwili to ja mu przerwałam.
- Nie to ja przepraszam. Wina leży wyłącznie po mojej stronie. A jak już mówimy o podróżowaniu w czasie, to ja gdybym mogła go cofnąć to nie pozwoliłabym by doszło do tego do czego doszło. To sprawia wyłącznie sam ból, ranimy się nawzajem. Cofnąć się nie możemy to może chociaż spróbujemy zapomnieć? Ten pocałunek... Wtedy wieczorem....To był tylko impuls...- próbowałam się tłumaczyć, choć sama się nie wierzyłam we własne słowa.
- Impuls...- powtórzył...
- Nie ma sensu dalej się w to pogłębiać. Przepraszam. Mam nadzieję, że pomiędzy nami jest już w porządku... Ruszacie niedługo w trasę, nie będziesz miał czasu na zaprzątanie sobie głowy takimi myślami. Powodzenia... Cześć...-rozłączyłam się i padłam na łóżko.
 

 Z perspektywy Asi:

To był nasz ostatni dzień w Londynie. Nie potrafiłam tak jak Dominika, po prostu się pożegnać z uśmiechem na twarzy. Miałam świadomość tego, że najprawdopodobniej więcej się już nie spotkamy. I to chyba bolało mnie najbardziej. Polubiłam chłopców i to bardzo...
- Spakowana? - zapytał Chris przerywając mi tę jakże wzruszającą chwilę wspomnień. Nie miałam chęci z nim rozmawiać, dlatego tylko kiwnęłam głową.
- Co masz zamiar robić do wieczora? - zapytał
- Nie wiem... Czekać?

Kilka godzin później...

Leżałam na kanapie gdy nagle usłyszałam dzwonek. To pewnie wujek albo Marc. Szybko otworzyłam drzwi. Jednak stali tam chłopcy. Tym razem w komplecie.
- Cześć – powiedziałam – Co wy tutaj robicie ?- miałam nadzieję, ze uniknę tego ostatniego spotkania.
- Mieliśmy ci pozwolić wyjechać bez pożegnania ?! - zapytał uśmiechnięty Zayn.
- No takiej okazji to byśmy nie przepuścili.– powiedział Louis ściskając mnie z całej siły.
- Dziękuję wam... - powiedziałam łamiącym się głosem.
- Młoda nie rozklejaj się ! - powiedział ze śmiechem Louis.
- Siadajcie – powiedziałam – Zaraz wracam.- Musiałam pójść do pokoju żeby się trochę ogarnąć i poukładać myśli. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Zobaczyłam Nialla, który ukrywał coś za plecami.
- Mam coś dla ciebie... - powiedział trochę zawstydzony. Uśmiechnełam się do niego.

- Otwórz.- dodał.
 Otworzyłam ładnie zapakowane pudełko. W środku było kilka paczek moich ulubionych żelek i zdjęcie naszej ósemki oprawione w ramkę. Kiedy my zrobiliśmy to zdjęcie?!
- Dziękuję. – powiedziałam, po czym wstałam by pocałować go w policzek.
- Nie ma za co. – odpowiedział rumieniąc się.
- Gdyby nie wy to nie byłoby to samo. – powiedziałam z uśmiechem.
 - Idziemy do reszty ? Mogę się założyć, ze Louis zaraz zacznie nas szukać...- Niall.

Jakiś czas później...

Ten ostatni dzień spędzony z chłopakami był świetny. Niestety zbliżał się już wieczór, czyli czas naszego wyjazdu. Chłopcy postanowili pojechać z nami na lotnisko, by tam już ostatecznie się pożegnać.
- No więc do zobaczenia... – powiedziałam ze świeczkami w oczach, po czym wszystkich po kolei wyściskałam. Chris tylko podał im rękę po czym zniknął na pokładzie samolotu. Ja stałam jeszcze chwilę nie wiedząc co mam powiedzieć. Nagle Louis ruszył w moim kierunku.
- Będzie mi Ciebie strasznie brakować. – szepnął przytulając mnie po raz drugi dzisiejszego dnia. Ostatni raz obejrzałam się w ich stronę. Nadal stali w tym samym miejscu. Pomachałam im i ruszyłam przed siebie...
 
No i jest siódemka :)
Taki troche smętny...;]
Dziękujemy za wejścia i tyleee...komentarzy :D
Jesteście wielkie ;]
 
Stałe hasło: Czytasz? Skomentuj...:D
 
Pozdrawiamy D&A ;*
 
 
 

wtorek, 27 marca 2012

Rozdział 6



o          Z perspektywy Dominiki:

-Co się stało?- zapytał Harry, po tym jak przerwałam pocałunek. Spuściłam wzrok i po prostu nie wiedziałam co odpowiedzieć. Raz go odpycham, raz postępuję wręcz przeciwnie. Sama nie wiem czego chcę. Chociaż nie. Wiem to całkiem dobrze, ale nie zawsze ma się to, czego się pragnie. Na tym polega działanie współczesnego świata. Sprawiedliwość istnieje tylko jako pojęcie. Ma definicję, ale nie posiada swojego odbicia w rzeczywistości. Chłopak widząc moją przejętą twarz, uniósł mój podbródek i zbliżył swoje usta do moich, w ostatniej chwili obróciłam twarz tak, że ledwie musnął mój policzek.
Już miałam mu odpowiedzieć, lecz w tej samej chwili poczułam wibracje w kieszeni. Odebrałam telefon i chwilę bez słowa wsłuchiwałam się w przekazywane mi przez mamę wiadomości. Zaczęłam nawijać do niej po polsku jak najęta. Cieszyłam się jak głupia. W końcu rozłączyłam się, wciąż uśmiechajac się do telefonu. Poniosłam wzrok znad komórki i spojrzałam na Harrego. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że wszystko ma swoje złe strony. Spojrzałam na jego wyczekującą twarz i powiedziałam:
-Wyjeżdżam.- wysiliłam się na uśmiech, ale chyba nie do końca mi to wyszło. Jeszcze przed chwilą byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Dostałam świetne wieści, a teraz to wszystko przyćmiła świadomość tego ze po prostu to już koniec. Harry wpatrywał się we mnie niepewnie, tak jakby wciąż szukał sensu i ukrytego znaczenia tego prostego, ale jakże trudnego do wypowiedzenia słowa.
-Co? - zapytał z nadzieją, że się przesłyszał.
- Muszę wcześniej wrócić do Polski. - powiedziałam to niemal szepcząc.- Właśnie dzwoniła moja mama i powiedziała mi ze mam szanse na stypendium. Zawsze o tym marzyłam. Ma ono zakres międzynarodowy, więc naprawdę wiele znaczy. Ale jedynym minusem jest to że muszę się stawić w Polsce, ponieważ aby je dostać jestem zobowiązana do przygotowania pewnego projektu.- Powinnam się cieszyć,ale mówiąc to stałam nieruchomo wpatrując się w podłogę. Wypowiadałam te słowa tak jakbym się ich wstydziła, choć powinno być wręcz przeciwnie.
- Kiedy?- zapytał Harry.
- Co kiedy?- teraz moja kolej na pytania.
- Kiedy wyjeżdżasz?- zapytał, choć widziałam, że te słowa ledwie przeszły mu przez gardło.
- Jutro.
- Jak to jutro?- Harry.
- Moja mama już rozmawiała z wujkiem w którego hotelu teraz mieszkamy. Załatwił mi samolot już na jutro, ponieważ muszę się stawić za dwa dni przez komisją,aby omówić szczegóły dotyczące projektu.- odparłam. Wpatrywał się we mnie bez słowa. Dlaczego to wszystko nie mogło się wydarzyć jakaś godzinę temu. Wtedy na pewno nie pozwoliłabym, aby doszło do takiego zbliżenia pomiędzy nami. Wiedziałam, że to się tak skończy. Kiedyś bym musiała stąd wyjechać, jak nie jutro to za kilka dni...- Mógłbyś otworzyć drzwi?- wypaliłam.
-Jutro wyjeżdżasz, a ty mi teraz zawracasz głowę jakimiś drzwiami?- zapytał z ironią w głosie. Podeszłam do niego i wyciągnęłam klucz z jego kieszeni. Otworzyłam drzwi i wyszłam pozostawiając Harrego samego. Nie poszedł za mną.Stał dalej oszołomiony minionymi wydarzeniami. Może to i lepiej... Zeszłam na dół. Wszyscy siedzieli przed telewizorem. Gdy weszłam do salonu podnieśli na mnie wzrok, Louis posłał mi to swoje dwuznaczne spojrzenie. Uśmiechnęłam się kręcąc głową.
- Muszę wam coś powiedzieć.- zaczęłam...
- Wiemy, wiemy...- powiedział Niall.
- Jak to wiecie?-zapytałam zaskoczona.
- Przecież widać, że na siebie lecicie.- powiedział chłopak. Zarumieniłam się.
- Wcale nie!- zaprzeczyłam, a może poprawniej ujmując po prostu skłamałam. - Nie chodzi o to... Przed chwilą dzwoniła do mnie mama i powiedziała mi o mojej szansie na stypendium. Asia ty później wszystko chłopakom wytłumaczysz. Dopowiem tylko tyle ze muszę zrealizować pewien projekt, aby je dostać dlatego wracam wcześniej do Polski. Ale nie martwcie się Asia i Chris z wami zostaną.Już wszystko uzgodnione. Na razie wracam tylko ja.- wysiliłam się na uśmiech.
- Ale my nie chcemy żebyś wyjechała...- powiedział Zayn robiąc smutną minkę.
- Ja tez nie chcę, uwierzcie mi, ale muszę. To naprawdę wielka szansa. Nie mogę jej zmarnować.- powiedziałam.
- A kiedy w ogóle wyjeżdżasz?- zapytał Liam.
- Jutro rano mam samolot.
- Tak szybko?- zapytała Asia, chciała coś jeszcze powiedzieć, ale Chris jej przerwał mówiąc:
- I co mamy się tak po prostu z tobą pożegnać?..
- Nie mamy innego wyjścia. Chyba, że ominiemy etap pożegnań, ponieważ to jest najgorsze co może być, a po prostu powiemy sobie do zobaczenia?- uśmiechnęłam się najszczerzej jak tylko umiałam.
- Dobry pomysł, ale musisz dać nam się jeszcze wyprzytulać - powiedział Zayn. „Pożegnałam” się z każdym z nich. Świadomość tego, że już ich nie zobaczę przygnębiła mnie na tyle ze po prostu na nic nie miałam ochoty. Jak można tak szybko przywiązać się do tej bandy oszołomów?!:D
- A tak w ogóle to gdzie Harry?- zapytał Liam.
- Chyba ciągle u siebie w pokoju.- powiedziałam spuszczając głowę. Mimo tego i tak zauważyłam jak chłopaki rzucają sobie wymowne spojrzenia.
- To my już pójdziemy. Tak tak wy też.-pokazałam na Asię i Chrisa- Jak by wam się zapomniało to mieszkacie pod innym adresem- zaśmiałam się i skierowałam się w kierunku drzwi wyjściowych z domu chłopaków.
-No a co z Harrym?- zapytali chłopcy.
-Gdyby chciał się pożegnać to pewnie by tu był- powiedziałam. Postępuję jak małe dziecko. Nie mam nawet odwagi spojrzeć mu w oczy, bo wiem ze później żałowałabym tego wyjazdu jak niczego innego, a chce sobie tego oszczędzić.Jeszcze raz wyściskałam chłopaków, nie jestem raczej z tych płaczliwych, ale na jednym z moich policzków pojawiła się ta pojedyncza łza.
- Do zobaczenia.-powiedzieli chórem chłopcy ,gdy wsiadałam do zamówionej wcześniej taksówki. „ Do zobaczenia” te słowa mówi się na co dzień, ale dzisiaj nie oznaczają rozstania na kilka godzin, a na co najmniej parę miesięcy ponieważ szybko tu nie wrócę. Mam szkolę i obowiązki...Jechaliśmy w ciszy, w końcu nie wytrzymałam tego i założyłam słuchawki. Włączyłam odtwarzacz i popłynęły pierwsze dźwięki znanej mi melodii.

Z perspektywy Harrego:

Zachowałem się jak idiota. Nie powinien pozwolić jej wyjść. Siedzę tu już dłuższy czas, ale nie podejmuję żadnych postanowień. Karcę się w myślach, ale nie umiem wstać i wkroczyć do działania. Ona wyjeżdża, a ja jej jeszcze na to pozwalam. Wstałem i zszedłem szybko na dół licząc ze ją jeszcze tam zastanę.Spojrzałem na chłopaków.
- Pojechała już- powiedział Niall
- Jak to?
- Pożegnała się i po prostu pojechała- powiedział Liam. Poszedłem do kuchni ,złapałem kluczyki do samochodu i ruszyłem w kierunku drzwi. Nagle ktoś szarpnął mnie od tyłu.
- Uspokój się już późno. Daj jej się spakować. Niczego nie odwrócisz, musi wyjechać.Ma swoje powody, nie mieszaj jej w głowie.- powiedział Zayn.
- Mam tak po prostu odpuścić?- zapytałem z drwiną w głosie.
- Tak daj sobie spokój. W końcu o niej zapomnisz. Znasz ją zaledwie trzy tygodnie. To minie...Nie ma sensu dalej w to brnąć. Ona będzie tam, ty tutaj. To nie ma racji bytu..- odsunąłem się od niego i pobiegłem do swojego pokoju. Zacząłem o tym wszystkim myśleć. Przecież to nic takiego. Chyba. Spodobała mi się po prostu... będę to sobie wmawiał aż w końcu w to uwierzę...

Z perspektywy Asi :

Gdy wróciliśmy do hotelu, panowała dziwna atmosfera. Po Dominice było widać, że biła się sama ze sobą, z jednej strony cieszyła się, że ma szansę na to stypendium a z drugiej nie chciała wyjeżdżać. Widziałam, że między nią, a Harrym coś jest, coś co jeszcze nie zdążyło się w pełni rozwinąć. Weszłam do pokoju koleżanki, pakowała się.
- Pomóc ci? - zapytałam.
- Nie, już prawie skończyłam. - odpowiedziała. Usiadłam na brzegu jej łóżka.
- No co? - zapytała przyglądając mi się.
- Nic. Po prostu szkoda, że wyjeżdżasz. - powiedziałam - To miały być najlepsze ferie...
- No i były – odpowiedziała ze śmiechem.
- Bez ciebie to już nie będzie to samo. A cały tydzień z Chrisem...
- Oj nie przesadzaj nie będzie tak źle, najwyżej wyprowadzisz się do chłopaków-powiedziała wywołując u mnie tym samym wybuch śmiechu.
- Dobra idę spać, ty z resztą też musisz się chociaż trochę przespać przed lotem. – oznajmiłam wychodząc z jej sypialni.

   Następnego dnia...

- No to widzimy się za tydzień kochanie- powiedziałam ściskając Dominikę przed wejściem na pokład samolotu.
- Taaa, trzymaj się- powiedziała ściskając mnie z całych sił.- Pilnuj Chrisa- dodała śmiejąc się. Pożegnała się jeszcze z nim i wujkiem, a następnie skierowała się w stronę, którą wskazała jej stewardessa. Jeszcze raz odwróciła się by nam pomachać. Utkwiła wzrok w jakimś punkcie znajdującym się za mną. Podążyłam za jej wzrokiem i zobaczyłam Harrego stojącego z nieodgadnionym wyrazem twarzy i wpatrującego się z daleka w Dominikę. Gdy z powrotem skierowałam wzrok w miejsce gdzie stała przed chwilą moja przyjaciółka, już jej nie było...

Jakiś czas później...

Po powrocie z lotniska od razu rozwaliłam się przed telewizorem, bez Dominiki było tu tak dziwnie pusto, cóż jakoś ten tydzień muszę wytrzymać.
- Co masz zamiar dzisiaj robić? - zapytał Chris wychodząc z łazienki
- A jak myślisz co człowiek w moim wieku, z moimi zainteresowaniami i możliwościami może robić? - zapytałam nie odrywając wzroku od telewizora.
- Ja idę na dół do baru obejrzeć mecz. Jak chcesz możesz isć ze mną- zaproponował.
- Wolę zdychać i gnić jednocześnie niż patrzeć na jakąś spoconą bandę nierozgarniętych łosi...- stwierdziłam po czym poszłam do kuchni po coś do jedzenia.
- To ja idę. – rzucił po czym wyszedł.
- No i zostałam sama, zawaliście...

Kilka godzin później...

Spałam gdy nagle zadzwonił mój telefon, szybko wygrzebałam go spod poduszki, myślami jeszcze byłam w krainie snów...
- Czego ?! - krzyknęłam po polsku, nawet nie patrząc na to kto do mnie dzwoni.
- Hej to ja Louis. – po chwili przestawiłam swój umysł na język angielski.
- Cześć. - odpowiedziałam uśmiechajac się sama do siebie.
- Zaraz u ciebie będziemy – powiedział.
- Zaraz ?- zapytałam tępo.
- No tak, to że Dominika wyjechała to nie znaczy, że o tobie zapomnieliśmy.
-     - A dokładniej to za ile będziecie?- zapytałam.
-     - Za jakieś dziesięć minut. Odpowiada królewno?- Louis.
- Jasne.. to do zobaczenia – powiedziałam po czym się rozłączyłam.
- Jeeej... Jaki burdel. – stwierdziłam patrząc na stan w jakim znajdował się salon, po czym ruszyłam tyłek i zaczęłam szybko sprzątać. Nie minęło nawet dziesięć minut, a usłyszałam z korytarza głosy chłopaków. Po chwili rozległ się dzwięk dzwonka. 
      - Hej. – przywitałam się. – A gdzie Harry? – zapytałam spostrzegając nieobceność jednego z chłopaków.
-     - Został w domu, chyba źle się czuje. – powiedział Zayn.
-     - Chory na miłosć.- stwierdził szeptem Liam.
-     - Wejdźcie, przecież nie będziecie tutaj tak stać.- powiedziałam z uśmiechem by jakoś rozładować napięcie. - Jesteście może głodni czy coś? Mam ciasto truskawkowe.
- Oooo... Ja poproszę –powiedział ucieszony tą wieścią Niall.
- To ja też.- Liam.
Poszłam do kuchni po ciasto, wyjmując je nie zauważyłam otwartej drzwiczki i z całej siły w nią uderzyłam.
- Ałłł- krzyknęłam.
- Co się stało ?! – zapytał Zayn wpadając do kuchni. Nie miałam nawet siły mówić, wskazałam palcem na szafkę, a on tylko pokiwał głową i wyjął coś z lodówki po czym mi to podał i poprowadził do salonu na kanapę.
- To ja może pójdę do kuchni przynieść to wszystko.- zaproponował Liam i razem z Niallem poszli po jedzenie.
-Bardzo boli? – zaptał zaniepokojony Louis. Czułam jak do oczu napływają mi łzy, ale starałam się je jakoś powstrzymać, głowa mało co mi nie pękła.
-Nie, jest ok. – powiedziałam i wysiliłam się na uśmiech. 

Jakiś czas później…

Siedziałam razem z chłopakami, głowa przestała mnie trochę boleć. W pewnej chwili poczułam, że odpływam. Nie mam pojęcia ile czasu upłynęło, chyba spałam, ale miałam wrażenie, że jestem świadoma tego co się dzieje. Nagle ktoś przyłożył ciepłą dłoń do mojego czoła, a potem pogładził mnie po policzku. Czyli jednak nie śpię.
- Co ty robisz? Bo ją jeszcze obudzisz ! – usłyszałam czyjś głos.


Następny rozdział za nami...:D
Dziękujemy za tyle komentarzy...:D
Nie zdajecie sobie sprawy jaką motywację nam dajecie ;)
Następny rozdział będzie dosyć szybko ;))

Czytasz? Skomentuj..:D

Pozdrawiamy D&A ;*