piątek, 20 kwietnia 2012

Rozdział 12


  • Zostaw mnie.- powiedziałam błagalnym tonem.
    Wolisz tu..- powiedział muskając wargami mój obojczyk.- Czu tu?- teraz przeniósł się z powrotem na szyję. Poczułam łzę spływającą po moim policzku. Zaczęłam się wyrywać, ale to tylko go zdenerwowało. Uderzył mną o mur. Ześlizgnęłam się po nim. Uklęknął przede mną i uśmiechnął się unosząc mój podbródek do góry. Widząc moje zaszklone oczy... Zaczął gładzić delikatnie moje policzki. Zaskoczona patrzyłam na niego z niedowierzaniem. W pewnym momencie syknęłam czując delikatne pieczenie. Chłopak odsunął się ode mnie jak poparzony.
    - Przepraszam... Poniosło mnie trochę...Jaa...Jaa... Nie... Wiem co się stało...Jaa...Przepraszam.- wyszeptał chłopak ze zdenerwowaniem. Schował twarz w swoje dłonie nie dowierzając w to co właśnie chciał zrobić. Dobrze ze w odpowiednim momencie uświadomił sobie co robi. Dalej wpatrywałam się w Davida bez słowa. Dotknęłam swojego policzka czując jak coś po nim spływa. Spojrzałam na swoją dłoń na której odbijał się czerwony kolor. Yyyy... Nigdy nie lubiłam widoku krwi. Ale po jej ilości stwierdziłam, że to tylko zadrapanie. Chłopak zbliżył się do mnie wyciągając w moim kierunku rękę.
    - Zostaw ją.- krzyknął znajomy głos. Podniosłam wzrok i zobaczyłam dobrze znaną mi sylwetkę. Harry spojrzał na mnie, a później na Davida.
    - Ty jej to zrobiłeś?- bardziej stwierdził niż zapytał zaciskając zęby. Gdy chłopak nic nie opowiedział, Loczek rzucił się na niego. W tym momencie pojawiła się reszta chłopaków. Tak ci to mają wyczucie. Jacyś zsynchronizowani. Zaczęli odciągać Harrego od bruneta.
    - Lepiej żebyś miał dobre wytłumaczenie dla policji.- powiedział z wściekłością w głosie Zayn, spoglądając na mnie i domyślając się co się stało.
    - Zostawcie go. On jest po prostu pijany. Jutro nie będzie nic pamiętał...- powiedziałam cicho dalej siedząc skulona pod murem.
    - I co mamy go tak zostawić bez żadnego...- powiedział zdenerwowany Harry ciągle wściekle spoglądając na Davida. Zresztą wszyscy chłopcy byli poddenerwowani. Harry podszedł do mnie i narzucił na mnie swoją marynarkę. Podniosłam na niego wzrok. Spoglądał na mnie z takim przejęciem, że nie potrafiłam wypowiedzieć słowa.
    - Wynośmy się stąd.- powiedział zarówno do mnie jak i do kolegów.
    - My tu jeszcze sobie z nim chwilę porozmawiamy.- powiedział Zayn wskazując na bruneta.
    - Tak. Zabierz ją stąd.- powiedział Lou. Loczek wziął mnie na ręce.
    - Przecież mogę sama iść...
    - Ale nie musisz.- Powiedział. Nie miałam siły na dyskusje, po prostu wtuliłam się bardziej w chłopaka rozkoszując się jego zapachem.

Z perspektywy Harrego:

Wiedziałem, że coś jest nie tak z tym kolesiem. Zauważyłem, że Dominika gdzieś wychodzi. Może to nie jest zbyt taktowne, ale coś mnie podkusiło, żebym poszedł za nimi. Wyszedłem na zewnątrz, zauważyłem grupki ludzi, ale nie było wśród nich dziewczyny. Zacząłem się rozglądać i krążyć po placu wokoło budynku. W końcu doszły do mnie jakieś dźwięki. Wszedłem w jakąś uliczkę. Podbiegłem do dziewczyny. Zobaczyłem na jej policzku jakieś zadrapanie, niby nic wielkiego, ale....
Myślałem, że zabiję dupka. Poddając się emocjom rzuciłem się na niego.Po chwili za mną pojawili się koledzy odsuwając mnie od niego.. Nie wiedziałem skąd się tu wzięli i to wszyscy razem, ale teraz nie czas na rozmyślania. Przydadzą się. Podszedłem do niej i wziąłem na ręce. Cała drżała. Może z zimna, albo był tego inny powód. Jak można być takim pozbawionym jakiejkolwiek wrażliwości człowiekiem? Byłem wściekły.
Zerknąłem na dziewczynę wtuliła się we mnie i chyba zasnęła. Nie chciałem jej w takim stanie zawozić do hotelu, szczególnie, że do naszego domu było dużo bliżej. Położyłem ją na tylnych siedzeniach samochodu. Poczekałem chwilę na chłopaków, w międzyczasie przyglądając się leżącej na tyle postaci. W końcu doczekałem się sms'a od Louisa. Napisał mi bym jechał bez nich. Oni jeszcze muszą wrócić po Asie i Chrisa no i oczywiście przedstawić im sytuacje. Odpisałem mu, że nie mogę jej w takim stanie zawieźć do hotelu. Jego odpowiedz brzmiała krótko:” Zawieź ją do nas, my wszystko załatwimy.”
Gdy dotarłem na miejsce, otworzyłem delikatnie tylne drzwi samochodu i wziąłem dziewczynę z powrotem na ręce. Trudność sprawiło mi otworzenie drzwi wejściowych do mieszkania, ale po kilku próbach udało się. Zaniosłem dziewczynę do swojego pokoju i ostrożnie położyłem ją na swoim łóżku. Zwinęła się w kłębek. Wyglądała tak bezbronnie. Jak można zrobić komuś takiemu krzywdę? Przykryłem ją kołdrą i pochyliłem się nad nią całując ją lekko w czoło. Odsunąłem się chcąc wyjść, ale ona złapała mnie za nadgarstek.
- Mógłybyś tutaj zostać ze mną?.- wyszeptała nieśmiało.
- Będę tutaj kiedy się obudzisz.- powiedziałem delikatnie się uśmiechając. Puściła moją rękę, a ja skierowałem się w stronę fotelu w rogu pokoju.
- No nie żartuj. Nie będziesz tam przeze mnie spać. Chodz tutaj.- powiedziała.
- Nic mi się nie stanie, a ty musisz się wyspać.
- Oj no chodz. Nie gryzę przecież.- zobaczyłem powoli pojawiający się na jej twarzy usmiech. Mimo rozmazanego tuszu do rzęs i zaszklonych oczu wyglądała uroczo. Dziewczyna zrobiła koło siebie miejsce, położyłem się obok niej nic więcej nie mówiąc. Nie wiedziałem jak się zachować... Czy się przysunąć?... Nie chciałem wyjść na zbyt nachalnego. Ale moje wątpliwości rozwiała, sama się do mnie przybliżając. Położyłem się do niej bokiem, tak , że teraz doskonale widziałem całą jej lekko spuchniętą od płaczu twarz.
- Dziękuję.- wyszeptała.


Z perspektywy Asi:

Dominika tańczyła z jakimś chłopakiem, najprawdopodobniej właścicielem tego domu, mniej więcej w połowie piosenki gdzieś wyszli. Harry tańczył z Norą. Jednak szybko ją zostawił i poszedł za nimi.
Louis wszystko obserwował.
- Nie ruszaj się stąd. Dobrze? Zaraz wrócę– powiedział spokojnie, kładąc mi ręce na ramionach i biegnąc za Harrym. Niall i reszta poszła w jego ślady.
 Nawet nie zdążyłam nic odpowiedzieć po prostu czekałam aż któryś wróci. Rozejrzałam się dookoła, napotkałam wzrok jakiejś dziewczyny, która wręcz natarczywie mi się przeglądała.
Spojrzałam na nią z obojętnością wymieszaną z pogardą po czym po prostu skierowałam się w stronę korytarza mając nadzieję, że spotkam tam któregoś z chłopców i nareszcie opuścimy tą dziwną imprezę.
Czekałam spokojnie nagle do pomieszczenia wpadł Louis, złapał mnie za rękę i poprowadził w stronę wyjścia.
- Stój.– krzyknęłam, gdy znajdywaliśmy się już na dworze. – Wytłumacz mi co się stało. - powiedziałam ostro.Chłopak przeczesał ręką włosy i spojrzał na mnie.
- Tylko nie panikuj...- zaczął spokojnie. No ładnie zaczyna i ja mam nie panikować!- Ten chłopak, organizator imprezy, wyciągnął Dominikę na dwór...
- Nic się jej nie stało?! - zapytałam przerywając chłopakowi.
- Nie,  do niczego nie doszło.- wytłumaczył otwierając drzwi do taksówki. Odetchnęłam z ulgą. Gdyby się jej coś stało to nie wiem co bym zrobiła... W pewnym sensie czułyśmy się nawzajem za siebie odpowiedzialne.
- Pi**dolony zboczeniec.- zaklęłam po polsku wsiadając, z chęcią oddalenia się, jak najdalej od tego domu..
Po krótkim czasie doszła do nas reszta.
- A co z Chrisem? - zapytałam podenerwowana. Zapomniałam o nim na śmierć...
- Rozmawiałem z nim. – powiedział Liam – Jeszcze tam trochę zostanie.
- No ja nie mogę co za dzień... - stwierdziłam załamując głos i chowając twarz w dłonie. Najpierw ta Nora... Potem jakiś zboczeniec, a teraz Chris chce zostać w tym... Burdelu św. Nory!? Jego wybór.
- Powiedział, że Nora go odwiezie .– dodał Niall – Nieźle się bawił... - powiedział uśmiechając się na samo wspomnienie.


Jakiś czas później...

Chłopcy mnie odwieźli do hotelu, miałam pecha... W holu spotkałam wujka, który właśnie wrócił z kolejnej delegacji i załatwiał jakieś sprawy z recepcjonistką. Delikatnie mówiąc mamy ostro przewalone, o ile nie uda mi się wymyślić niczego sensownego, co mogłoby uzasadnić nieobecność Dominiki i Chrisa.
- Wujku! - krzyknęłam radośnie podchodząc do niego.
- A skąd to się wraca? - zapytał ze śmiechem na mnie spoglądając.
No Joanno postaraj się... - Pomyślałam i uroczo się uśmiechnęłam.
- Och wujku, nie wspominałam ci, że byliśmy dzisiaj razem z kolegami na małej domówce? - zapytałam jak gdyby nigdy nic.
- Tak, coś Chris mi mówił...
- A więc Dominika i Chris są w... apartamencie. – powiedziałam, zmuszając się do kłamstwa, które możliwe, że wym momencie wyszło na jaw. Jaką miałam pewność, że nie był u nas w pokoju i nie sprawdzał czy wróciliśmy...
- Tak to już wiem.- odpowiedział spokojnie - Ale jestem ciekaw co robisz tu sama, w nocy...?
- No bo wyszłam się jeszcze spotkać z takim....- powiedziałam. W tej chwili moje rumieńce mogły wyglądać na autentyczne.- Z chłopakiem, znaczy kolegą... - brnęłam dalej. Wujek tylko się uśmiechnął i odpowiedział:
- Dobra już dobra, ale następnym razem mi powiedz. A teraz idź już spać, późno jest.
W tym momencie zasługuję na medal...Tyle kłamstw w jeden wieczór.Rzuciłam się na łóżko. Po raz pierwszy byłam w naszym mieszkaniu całkowicie sama, dziwnie się z tym czułam...Dominika pewnie wróci rano, a Chris... Na samo jego wspomnienie robiło mi się niedobrze. A jak jeszcze do tego dojdzie obraz tej przerośniętej jędzy...Po jakimś czasie poczułam, ze usypiam. Niebawem usłyszałam jak drzwi wejściowe się otwierają, wstałam z łóżka, po czym usiadłam pod ścianą słuchając z kim rozmawia osoba, która właśnie wchodziła. Okazało się, ze był to Chris i coś szczebiotał przez telefon do tej lafiryndy. Już byłam gotowa zerwać się na równe nogi i zrobić mu awanturę, ale coś mnie powstrzymało i wróciłam z powrotem do łóżka...


Z perspektywy Dominiki:

Obudziłam się. Obok mnie leżała jakaś osoba, nawet nie podnosząc na nią wzroku wiedziałam, że to Harry. Przypomniałam sobie zdarzenia z wczorajszego wieczoru, niby nic takiego się nie stało, ale na samo tego wspomnienie drgnełam. David w pore sobie uświadomił co robi, ale jaby trafił się jakś inny... Wolałam o tym nie myśleć. Chłopak leżący obok podniósł mój podbródek i zmusił do spojrzenia mu w oczy.
- Ej. Już po wszystkim. Już go więcej nie zobaczysz.- powiedział. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że leżę w niego wtulona, z dłonią spoczywającą na jego brzuchu. Speszona odsunęłam się delikatnie.
- Dziękuję.- powiedziałam.
- Za co?- uśmiechnął się.- Dobrze wiesz, że nie pozwoliłbym, żeby coś Ci zrobił.
 To w jaki sposób to mówił... Tak się o mnie troszczył, choć nie wiem z jakiego powodu. Podniosłam się i usiadłam na brzegu łóżka. Harry zrobił to samo.
- Chyba powinnam już wracać. - powiedziałam.
- Chodź najpierw coś zjemy, a później Cię odwiozę.- wstał i podał mi rękę. Ruszyłam za nim. Wcześniej jeszcze zahaczyłam o łazienką. Musiałam chociaż po części doprowadzić się do porządku. Zeszłam na dól, chłopaków jeszcze nie było, co znaczy, że jeszcze śpią.
Śniadanie nie to, że mi nie smakowało...Ale po prostu nie mogłam nic przełknąć.
- Wiem, że boisz się o swoje zdrowie, a moja kuchnia może mu zagrażać, ale zjedz chociaż trochę. - uśmiechnął się. I weź tu takiemu odmów...
W końcu wcisnęłam w siebie jedną kanapkę. Harry zaczął zbierać talerze, a ja postanowiłam mu pomóc. Wzięłam jeden i gdy chciałam się odwrócić wpadłam na chłopaka, co spowodowało, że naczynie wypadło mi z rąk i z hukiem spadło na podłogę.
- Boże... Przepraszam... Wszystko psuję...- powiedziałam. Uklękłam i zaczęłam zbierać odłamki szkła. Harry złapał mnie za nadgarstki i przywrócił do pionu.
- Ja to później zrobię.- szepnął.
- Sprawiam same kłopoty. Przepraszam...
- Nic się przecież nie stało. To tylko naczynie.- powiedział.- Spójrz mi w oczy.-zrobiłam to co kazał. -Rozumiesz?
Wpatrywałam się tak w niego bez słowa, gdy uświadomiłam sobie jak jesteśmy blisko, moje serce zaczęło momentalnie przyspieszać, tętno wzrastać. Gdy spostrzegłam, że chłopak lekko się pochyla... Oniemiałam...
Spuściłam głowę i się od niego odsunęłam.
- To ja już pójdę.- powiedziałam odwracając się w stronę wyjścia. Harry dopiero teraz oprzytomniał.
- Ale przecież miałem Cię odwieźć...Poczekaj...- krzyknął widząc jak się oddalam.
- Zamówię taksówkę. - powiedziałam ściszonym głosem.
- Żartujesz sobie?- oznajmił.- Nie ma takiej opcji.- chłopak wziął kluczyki ze stołu.- Chodź za mną.Posłusznie ruszyłam za chłopakiem. Zawstydzona usiadłam po stronie pasażera. Przez całą drogę mało się do siebie odzywaliśmy. Wreszcie zajechaliśmy pod hotel.
- To... Dzięki za podwiezienie.- powiedziałam wysilając się na uśmiech. Pochyliłam się nad skrzynią biegów i chciałam pocałować go w policzek. W tym momencie lekko obrócił twarz chcąc na mnie spojrzeć, tak że pocałowałam go lekko w kącik ust.
- Yyyy... Przepraszam... Miało być w policzek.- powiedziałam zawstydzona.- To na razie.- wysiadłam energicznie z auta nie czekając na jego odpowiedz.




No i następny za nami :D
Dziękujemy za wejścia i komentarze :)
Ale coś ostatnio w tym drugim powyżej wymienionym się opuściłyście :P
Tak więc poprawiać się i to już :D
Następny też dopiero za jakiś czas...


Pozdrawiamy D&A ;*


P.S: A to nasz twitter. Piszcie jak macie jakieś pytania :D https://twitter.com/#!/OurLove1D1