czwartek, 7 czerwca 2012

Rozdział 21


Dwa tygodnie później...

z Perspektywy Asi :

Dzisiaj miało się odbyć długo oczekiwane wesele. Zdążyłyśmy już poznać z Dominiką wybrankę Roberta, która okazała się być równie miła co ładna, Martyna(też polka) – bo tak miała na imię, była dziennikarką w jakimś Londyńskim magazynie. Historia ich poznania (Martyny i Roberta oczywiście) nie była specjalnie skomplikowana i podejrzanie szybka. W każdym bądź razie stanowili piękną parę i nie dziwiłam się, że są razem.
Ostatnie dni minęły mi i Dominice na poszukiwaniu sukienek na uroczystość i pomaganiu w załatwianiu spraw związanych z weselem, dlatego miałyśmy trochę mało czasu na spotykanie się z chłopakami.
Chris jak zwykle był nieobecny, ale nie cierpiałyśmy specjalnie z tego powodu... Był zbyt zajęty Norą, żeby znaleźć czas na siedzenie z nami.

Z perspektywy Dominiki:

Obudziłam się i wstając z uśmiechem rozejrzałam się po pokoju. To już dzisiaj... Klasnęłam w dłonie i wyskoczyłam z łóżka. Na wieszaku wisiała przygotowana już wcześniej sukienka na tę specjalną uroczystość. Uśmiechnęłam się i szybko złapałam jakieś pierwsze lepsze ciuchy i przebrałam się. Wyszłam szybko z pokoju, minęłam rozespanego Chris siedzącego nad kubkiem kawy, rzuciłam szybkie "cześć" i wybiegłam z mieszkania. Wcisnęłam przycisk do windy, z pośpiechu stawałam raz to na jednej, raz to na drugiej nodze. Wreszcie się otworzyła. Zjechałam piętro niżej i zapukałam do pokoju 216. Otworzyła mi uśmiechnięta kobieta o krótkich czarnych włosach, czyli moja mama. Moi rodzice wraz z moim młodszym bratem i moją osobą towarzyszącą przyjechali już dwa dni temu. Asi tak samo.
- No kurde, a myślałam, że wstałam jako pierwsza.- wydęłam dolną wargę.
- Kochanie jest już dwunasta. Naprawdę trudno Cię przebić. Ja choć bym chciał to bym nie mógł tyle spać.- powiedział tata.
- Co?! Żartujesz sobie prawda?- spojrzałam na zegarek.- Kurde... No za chiny się nie wyrobię.- zaczęłam chodzić od ściany do ściany.- Zaraz co ja robię? No tak gadam ze sobą... I jeszcze przy świadkach... Boże czy ja to mówię na głos? Boże. Idiotka.-powiedziałam uderzając się w czoło. Spojrzałam na rodziców. Przyglądali mi się, następnie zmierzyli się nawzajem wzrokiem i zaczęli się śmiać.
- Haha. Bardzo śmieszne.- no tak stała gadka jak nie wiem co powiedzieć.- Idę sobie i tak w ogóle to się obrażam.- odwróciłam się do nich plecami i wyszłam z uśmiechem na  korytarz. Wystawiłam z powrotem głowę do pokoju.- A i jeszcze jedno: możecie zapomnieć o tym, że wam przedstawię tych, których miałam wam przedstawić.- powiedziałam w ich stronę.
- O boże. Jaki szantaż.- powiedziała do mnie mama.- Szkoda, że mało działający. Sama się z nimi dogadam.
- A niby ciekawe jak? Na migi będziesz z nimi gadać?- powiedziałam uśmiechając się do niej i unosząc jedną brew do góry.
- Trochę Cię nie było. I trochę się zmieniło.- wystawiła mi język. Boże co to ja mam za rodziców?
- A jak tam twój chłopak?- zapytał Kamil( mój brat).
- Jeszcze jedno słowo, a pożałujesz.- zmrużyłam oczy.
- Dominika i Harry la la la la.- zaczął a ja wbiegłam do pokoju zaczęłam okładać go poduszką.
- Spokój.- powiedział tata ze śmiechem.
- Co ty po jego stronie? Uhhh...
Z powrotem wyszłam na korytarz.
Zapukałam do pokoju obok.
- Cześć Patryk.- powiedziałam widząc w drzwiach ciemnego blondyna.
- Hej.- powiedział.
- Przyszłam tylko sprawdzić czy żyjesz.- zaśmiałam się.- Dobra lecę bo się nie wyrobię.
- Dziewczyno masz jeszcze aż dwie godziny.- oparł z uśmiecham.
- Aż? Chyba chciałeś powiedzieć tylko.- powiedziałam odwzajemniając uśmiech.

Weszłam do swojego pokoju i stanęłam przed swoją sukienką... 
Coś mi w tobie brakuje...- pomyślałam.
- Już wiem.- powiedziałam na głos i podbiegłam do szafy. Wyciągnęłam z niej skórzany pasek z ćwiekami, szerszy z przodu. Idealnie się komponował z kreacją.
Dobra.
Sukienka jest.
Buty na miejscu.
Torebka jest.
To teraz makijaż i włosy.
Nie ufam fryzjerom ani kosmetyczkom. Zawsze wychodzę od nich niezadowolona, dlatego biorę sprawy w swoje ręce.
Włosy spięłam w koka. Trudno go opisać. Trochę się z nim pobawiłam. Wyszedł taki inny. Ciekawie wyglądał. Szczerze nawet mi się podobał.
Dobra teraz makijaż.
Nałożyłam na powieki jasny połyskujący cień, później po bokach roztarłam czarny. Zrobiłam kreski eyelinerem. Musnęłam rzęsy tuszem, przejechałam błyszczykiem po ustach i voilla.
13. 30- dobry czas.- pomyślałam.
Ubrałam się w wcześniej przygotowane rzeczy i wyszłam z pokoju.
- Jeszcze nie gotowi?- spojrzałam na nieogarniętego Chris i Asię krzątającą się po pokoju.
- Już prawie, już prawie.- powiedziała zakładając kolczyki.
Zadzwonił dzwonek.
W drzwiach stał wystrojony Patryk. Gdyby nie fakt, że jest dla mnie tylko kolegą, to powiem wam, że wyrobił się. Brałby, brałby :D
- Idziemy?
- Idziemy.- powiedziałam.
- Pozwoli Pani?- zapytał "podając" mi swoje ramię.
- Ależ oczywiście młody człowieku.- powiedziałam ze śmiechem.
Zeszliśmy na dół. Czekali tam moi i Asi rodzice.
- O jakie odwalone.- powiedział Kamil. Przewróciłam oczami i poszłam w stronę samochodu.
- Jedziemy bo się spóźnimy.


Ceremonia była piękna. Słowa przysięgi były napisane osobiście przez parę młodą. Było i śmieszne i zarówno tak wzruszająco.
Panna młoda wyglądała bosko.
Zawsze chciałam taką sukienkę.
Biała, delikatna, wyszywana koronką... Uhhh cudo.
Stojąc już pod kościołem, dopiero teraz zauważyłam chłopaków. Zayn był z Eleną ( Uuuu....:D ),
Liam z Danielle (Już nie tak fajnie...), Louis z jakąś wysoką brunetką ( nie znam ), Harry z.... July?( wrócili do siebie?), a Niall z .... Sam. Tak samo jak Asia. Ciota nawet nie chciała zaproszenia z osobą towarzyszącą. Dziwne dziecko.
Ale to co, to nawet lepiej. Mój szatański plan ma teraz większą możliwość wejścia w życie.... Hyhyhyhy....:D
Trochę dziwnie działał na mnie widok Harrego z July. Tak mnie korciło, żeby kogoś spytać czy są razem... Zresztą co Cię to w ogóle obchodzi?- powiedziałam do siebie w myślach. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Patryka.
- Choć. Wszyscy już się zbierają na przyjęcie.

Cztery godziny później...

Impreza trwa w najlepsze. Siedzimy w przy stole razem z chłopakami. Lokal ma świetny wystrój. Wszyscy goście siedzieli przy okrągłych stolikach mieszczących tak około sześciu par.
Tańczyłam w większości z Patrykiem, ale nie obyło się beż kilku tańców z tatą, jakimś przemiłym starszym panem.... No co? Całe wesele trzeba obtańczyć.
Dowiedziałam się także jak nazywa się dziewczyna z którą przyszedł Lou- Eleanor (nawet miła, ale miłością do niej nie palę). Wszyscy oblegali parkiet. Nawet July mi zabrała Patryka.
Przy stole siedziałam tylko ja, po przeciwnej stronie Harry bezczelnie wlepiając we mnie te swoje zielone oczęta, obok mnie Niall, a niedaleko Asia.
- Idź do niej.- szepnęłam na ucho blondynowi.
- Ale o co chodzi?- zapytał jak gdyby nigdy nic. Czy on myśli, że  ja nie widzę jak wlepia w nią te swoje boskie, niebieskie oczy.
- Nie denerwuj mnie dobra?- powiedziałam.- Idź i powiedz jej  to co masz powiedzieć.
- Ale ja nie mogę.
- Możesz. Rusz ten swój zacny tyłeczek i oślep ją błękitem swych paczadełek.
Uśmiechnęłam się i wstałam od stołu kierując  się w stronę wyjścia. Harry poszedł za mną, zrozumiał, że musimy zostawić ich samych.

Z perspektywy Nialla:

Tak więc zostałem z nią sam. Cholernie bałem się do niej w ogóle podejść, jej reakcji na to, że...
Ale nie mogę już dłużej tak bezczynnie siedzieć. Nie mogę na nią po prostu patrzeć. Wstałem z krzesła, ale po chwili, momentalnie upłynęła ze mnie pewność siebie i z powrotem usiadłem. Blondynka widząc moje poczynania zaśmiała się i spojrzała na mnie. Normalnie świdrowała mnie wzrokiem, a ja czułem jak oblewa mnie ciepło. W końcu odważyłem się i wstałem . Podszedłem do niej i powiedziałem.
- Zatańczymy?- zapytałem. Dziewczyna uśmiechnęła się tylko i pokiwała głową. Weszliśmy na parkiet, zespół zaczął grać jakąś wolną przygnębiająco-rozczulającą piosenkę. Delikatnie ująłem jej dłoń, ona ostrożnie położyła swoją rękę na moim ramieniu, tak jakby się czegoś obawiała... Muzyka grała, a my w milczeniu wirowaliśmy. Blondynka wyraźnie uciekała przed moim spojrzeniem.
- Wiesz... - zaczęła cicho.- Chciałabym kiedyś...- urwała i zaczerwieniona wykręciła twarz w innym kierunku.
- Powiedz.- mruknąłem po czym zachęcająco się uśmiechnąłem, wiedziałem słodkie rumieńce które szybko pojawiły się na jej twarzy.- Proszę. No mi możesz.
- Nie to już nie ważne. Niall nie było tematu i kropka.
- Ale jakiego tematu? Nawet nic nie powiedziałaś.
- Wiem, ale to nic.- westchnęła i oparła głowę na moim ramieniu.
Do końca melodii nie odezwała się ani słowem. Nie chciałem na nią naciskać. Słyszałem już tylko ostatnie nuty i żałowałem, że to już koniec, mógłbym tak zawsze, do końca świata, byle tylko z nią...
- Teraz to ja proszę.- powiedziała cicho.- Zatańczymy jeszcze jedną piosenkę?- odparła z niemal prośbą w głosie. Tak się ucieszyłem, że aż nie byłem w stanie wypowiedzieć z siebie słowa, więc entuzjastycznie pokiwałem głową. Zdałem sobie sprawę jak głupawo musiało to wyglądać. Asia uroczo się zaśmiała.
- W sumie to mogę ci powiedzieć. - szepnęła.- Chodziło mi o to, że często zazdroszczę ludziom, spójrz na Roberta i Martynę, oni są tacy szczęśliwi, to dla mnie tak piękne, że aż nie realne, co nie?- w tym miejscu się uśmiechnęła.-  Uświadomiłam sobie, że może ja po prostu nie umiem kochać...
- Nie mów tak.- powiedziałem.- To nie możliwe.- uśmiechnąłem się do niej.
Czułem dokładnie to samo co ona, że powoli wszystkie uczucia we mnie wygasają, oprócz tych przeznaczonych dla NIEJ...
- Wiem o co mi chodzi Niall. A zresztą to wszystko jest dla mnie zdecydowanie za skomplikowanie... Związki, uczucia. To co było pomiędzy mną i Lou dokładnie mi to pokazało. Jestem zdolna tylko do krótkotrwałego zauroczenia, niczego więcej, niczego mocniejszego.
- Może po prostu wy nie byliście sobie pisani czy coś? Trochę racji jest też w tym, że nasz Tommo to takie wieczne dziecko i do niczego nie podchodzi na poważnie oprócz przyjaźni. - próbowałem jakoś jej to wszystko wytłumaczyć, przekonać, że może uczucie, miłość nie jest jednak taka do niczego. No dobra, może i jest, troszeczkę, ale tylko ta nieodwzajemniona, moja do niej też powoli traciła sens , ale nie moc... Z natury zawsze byłem optymistą, ale nie w tej sprawie.
- Niall a ty? Dlaczego po prostu nie znajdziesz sobie dziewczyny?- zapytała podnosząc na mnie zielone oczy.
A żeby to było takie łatwe... - pomyslałem z ironią.
- Bo ja jestem zajęty.- wyjaśniłem. Spojrzała na mnie, nie była już taka obojętna.- Moje serce jest zajęte, nieodwracalnie...- wyjaśniłem, nie byłem w stanie znaleźć innej, o równie słodkim uśmiechu i podobnym podejściu do życia.
- Podejrzewałam, że od jakiegoś czasu kogoś masz... - mruknęła cicho, w pewnym momencie stając mi obcasem na stopę, wykrzywiłem twarz z bólu, ale po chwili się uśmiechnąłem.

Z perspektywy Asi:

Boże, on kogoś ma... - pomyślałam ponuro. Tak pięknie i romantycznie mówił o swoich uczuciach... Wcześniej byłam przekonana, że to ja nie jestem mu obojętna, ale się myliłam. Jak chłopak, który ma tyle fanek może być sam? Czym  ja się łudziłam?
- Nie myliłaś się... - powiedział cicho.
- Tak więc życzę wam dużo szczęścia i w ogóle.-  powiedziałam cicho starając się powstrzymać łzy, które w każdej chwili mogły popłynąć. Uśmiechnęłam się.
- A wiesz co jest najlepsze w tym wszystkim?- zapytał. delikatnie mnie obracając.-  Że właśnie trzymam tę osobę za rękę, stoi ona przede mną i myśli dokładnie tak jak ja.- uśmiechnął się. W tym momencie wszystko do mnie dotarło. To on był wszystkim, czego było mi potrzeba, osobą, która była moim ideałem, „księciem z bajki”, najlepszym co mnie spotkało. Uświadomiłam sobie, że to co do niego czułam przyćmiło to krótkie zauroczenie Louisem. To Nialla chyba kochałam. Co ja kurde mówię. Kocham go.



Trochę długo nas nie było :)
Brak czasu, brak czasu i jeszcze raz brak czasu...
Przepraszamy, że zaniedbujemy wasze blogi. Czytamy regularnie, ale trudniej z komentarzami. Tak więc po prostu miejcie świadomość tego, że jesteśmy stałymi czytelniczkami mimo iż nie komentujemy :)
Wiemy jakie to dla was ważne.... Dlatego strasznie, strasznie, ale to strasznie przepraszamy ;)
No, ale co się będziemy rozpisywać :)
Czekamy na wasze opinie :)
Dziękujemy za komentarze i wejścia.
Jesteście WIELCY :D
Prossiimmyyy o komentarze :)

Pozdrawiamy D&A ;*

Oooo, a tu jeszcze Harry "prawie" bez koszulki :D Nie mogłam się powstrzymać :D - Dominika.











sobota, 26 maja 2012

Rozdział 20

Z perspektywy Dominiki:

Spojrzałam na blondynkę szukając ratunku. Ta tylko przekręciła głowę na znak tego: Sama się w to wplątałaś, sama się wyplącz.
- Pytałem co on tu robi?- powiedział Zayn. Myślałam, że się zapadnę pod ziemię pod jego świdrującym wzrokiem.
- No bo...- zaczęłam, ale David mi przerwał mówiąc:
- Zaczepiłem ją na mieście i chciałem po prostu ją przeprosić. Nie miejcie jej tego za złe, miała opory, ale w końcu się zgodziła. Później zaczęło padać i jakby wyście to ujęli: przez swoją naiwność mnie tu wpuściła.
Spojrzeli na niego, a ja spuściłam wzrok na podłogę.
- To ja już pójdę.- dodał po chwili krępującej ciszy David.
- To chyba jeden z twoich lepszych pomysłów.- powiedział Harry nawet na niego nie patrząc.

Gdy brunet już wyszedł zapadła niezręczna cisza. Już wolałabym być zalana falą krępujących pytań niż siedzieć w takim milczeniu.
- Niech ktoś wreszcie coś powie.- powiedziałam unosząc ręce do góry.
- Nie powinnaś się z nim zadawać i dobrze o tym wiesz.- oznajmiła Asia.
- Skończmy temat. To tylko jednorazowe. Przecież się nie prosiłam o spotkanie z nim.- powiedziałam już trochę znudzona.- Co tam nowego u was?- zapytałam patrząc w stronę chłopaków, przy okazji próbując zmienić temat.
- Po staremu...- powiedział Liam.- A tak w ogóle to nie wiem czy wiecie, ale zostaliśmy zaproszeni przez waszego wujka na ślub.
- Żartujesz? Kurde to będzie świetnie. Już myślałam, że się tam zanudzę.- powiedziałam.- Uuu.. Poznacie naszych rodziców, bo przylatują na ceremonię.- uśmiechnęłam się szeroko.- Ciężko będzie się dogadać bo nie znają angielskiego za bardzo, ale będzie fajnieee...- gadałam jak nakręcona. Chłopcy się tylko zaśmiali i zaczęli nawijać coś o jakimś wyjeździe...


Kilka dni później...

Z perspektywy Asi:

Siedziałam w salonie chłopaków, czekając na Louisa, który spóźniał się już dobre pół godziny, co było ostatnimi czasy jego stałym nawykiem (bardzo denerwującym). Jego nieobecności były zazwyczaj nieusprawiedliwione, ale nie miałam do niego o to żalu, wiedziałam, że jakby chciał to by mi powiedział , a nawet jeżeli to i tak prędzej czy później to zrobi. W ogóle przez ostanie dni jakoś tak się dużo pozmieniało, między nami nie jest tak samo. Po prostu może mi się znudziło, może od początku się oszukiwałam... Może nie nadaję się do czegoś poważniejszego...
Upatrzyłam sobie jeden punkt za oknem i wciąż uparcie się w niego wpatrywałam, a moje myśli błądziły…
- Jeszcze go nie ma?- zapytał zdziwiony Niall wchodząc do pomieszczenia i spoglądając na zegarek.
- Nie widać?- zapytałam nerwowo. Byłam wkurzona i musiałam na kimś wyładować moją frustrację, a jako, że blondyn był pierwszy pod ręką to trafiło na niego.- Siedzę tu sama i czekam na niego jak jakaś idiotka, a ON nawet nie raczy się pojawić?!- krzyczałam, po chwili wstałam z miejsca.- Wychodzę! Idę do domu!- poszłam w kierunku drzwi. Byłam tak zdenerwowana, że ręce zaczęły mi się lekko trząść, co było u mnie nowością, bo zazwyczaj starałam się panować nad sobą. Takie zachowanie zdecydowanie do mnie nie pasowało, ale cóż nawet najlepszym się zdarza… W sumie to nie miałam powodów by gnoić Nialla za spóźnienie Louisa. Byłam na podjeździe domu chłopaków, gdy nagle na zewnątrz wyszedł Niall. Odwróciłam się w jego stronę patrząc złowrogo .
- Czego?!- zapytałam.
- Nic, zapomniałaś torebki...- mruknął patrząc na mnie nieśmiało.
Wzięłam od niego moją własność, po czym spojrzałam na niego przepraszająco.
- Przepraszam.- westchnęłam cicho.- Ale to wszystko przez… - nagle urwałam.- Wiesz zresztą. Ostatnio się nie układa...
- Przykro mi...- powiedział i mnie lekko przytulił. Kurde strasznie miłe to było...
- Nie musi być. Wrócę tu jutro i pogadam z nim na spokojnie.- oznajmiałam z delikatnym uśmiechem i pomachałam mu na pożegnanie.
- Na razie.- odparłam jeszcze na koniec...

Następnego dnia w południe....

Długo się zbierałam. Ale wreszcie wszystko przemyślałam na spokojnie z trzeźwym umysłem... Będzie dobrze... Nie stresuj się...
Stałam właśnie przed domem chłopaków. Na podjeździe był tylko samochód Lou, co znaczy, że jest sam....
Jedyna taka okazja...
Nie zmarnuj jej...- pomyślałam.
Zadzwoniłam do drzwi. Po chwili stanął w nich lekko uśmiechnięty szatyn, którego zielone oczy mnie hipnotyzowały. Chłopak pochylił się nade mną. Odsunęłam się lekko.
- Przyszłam tutaj...Żeby... No wiesz porozmawiać...- powiedziałam cicho.
- Yyy... Nienawidzę tych słów.- odparł.
- Oj nie będzie tak źle...- powiedziałam ciepło się uśmiechając.
Usiadłam na kanapie, a chłopak obok mnie.
- Wiesz wydaje mi się, że ostatnio jakoś tak gorzej jest... Nie masz takiego wrażenia?- zapytałam. Nic nie odpowiedział.- No.. Więc wydaje mi się, że... Lepiej będzie jak.... No wiesz.. Nie wiem jak to powiedzieć...
- Chcesz to skończyć?- zapytał dziwnym tonem.
Kiwnęłam delikatnie głową.
- To chyba najlepsze rozwiązanie.- odparłam.- Nie chce, żeby między nami było jakoś tak niezręcznie. Chce mieć w Tobie oparcie, ale stosunki między nami: chłopak, dziewczyna... To nie to...
- Może masz rację. Nie chcę żebyś się męczyła z tym....- oznajmił cicho.
- Nie o to chodzi..
- Rozumiem....- powiedział i pochylił się nade mną delikatnie muskając wargami moje usta.- Tak na odchodne.- powiedział uśmiechając się. Też się zaśmiałam...

Z perspektywy Dominiki:

Kilka godzin później...

Asia do mnie zadzwoniła i powiedziała, żebym wpadła do chłopaków. Nie pytałam o co chodzi. I tak siedziałam w domu, więc nie potrzebne mi jakieś specjalne argumenty.

Już w oddali zobaczyłam, że pod domem chłopaków stoi więcej samochodów niż zwykle.
Podeszłam do drzwi mieszkania i zadzwoniłam. Otworzył mi uśmiechnięty Zayn.
- Wchodź.- powiedział i poprowadził mnie za sobą do salonu. Zobaczyłam kilku nieznajomych chłopaków i dziewczyn. Chłopcy po przedstawiali nas sobie.
Powiedzieli, że urządzili sobie takie małe PARTY HARD. Ogólnie miła atmosfera. 
Boże ilu ciekawych rzeczy się dowiedziałam o chłopaczkach. Głowa siada.
Normalnie wiedziałam, że to idioci, ale żeby aż tacy...:D
No, ale kochani idioci, kochani...
Plus Asia nie jest już Lou.
Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, ale ważne, że wszystko jest między nimi w porządku, a nie często się tak zdarza.
Ogólnie atmosfera fajna.
Posiedzieliśmy, pośmialiśmy się. Połaziliśmy po ogrodzie. Wieczór jest boski.... Takie gwieździste niebo... Aż dziwnie....
Haha i poznałam byłą dziewczynę Harrego.
Nawet miła, ale od alkoholu nie stroni, dzięki czemu dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o chłopaku. Nie wszystkie chciałabym wiedzieć, no ale już za późno...
Moją rozmowę z delikatnie mówiąc lekko wstawioną July(byłą Harrego) przerwał sam pan loczek.
- Obgadujecie mnie. Nie ładnie.- powiedział uśmiechnięty.
- No.... Dowiedziałam się kilku pikantnych szczegółów na temat twojej osoby.- odparłam śmiejąc się.
Chłopak spojrzał na blondynkę.
- Coś ty jej nagadała Juls?- zapytał udając powagę. Ta tylko powiedziała coś niezrozumiale pod nosem.
- Chyba się od niej nie dowiesz.- zaśmiałam się. Dziewczyna zachwiała się ale w ostatnim momencie złapałam ją razem z Harrym.
- Przecież nie wypiła wcale tak dużo...- powiedziałam.
- Ma słabą głowę.- zaśmiał się.
- Dlatego lepiej wcale nie pić tak jak ja. Alkohol do dobrej zabawy wcale nie jest potrzebny.- odparłam.
- W zupełności się zgadzam.- oznajmił loczek. Uniosłam brew do góry.- No czasem trochę na rozluźnienie to się wypije.- zaśmiał się. Zanieśliśmy naszą ofiarę(July) na kanapę. Sama usiadłam na fotelu w kącie pokoju, Harry ułożył się obok na obręczy. Stąd mieliśmy dobry widok na grające w butelkę towarzystwo. Ja na miejscy Asi i tych dziewczyn bałabym się grać w takie coś z tymi popierdzileńcami, ale będą miały co wspominać.
Poczułam jak ktoś mnie delikatnie szturcha w ramię.
- No to ty się przyznaj co z niej wyciągnęłaś. - Harry zmrużył oczy jak ja to miałam w zwyczaju robić.
- Nie mogę. Fakty +18.- zaśmiałam się.
- Ej to nie jest śmieszne. Kłamiesz mnie.- odparł.- Ona Ci nic nie powiedziała. Droczysz się ze mną.
- Hyhy... Nie bądź taki pewien. - oznajmiłam uśmiechnięta.- July nie umie trzymać języka za zębami.- kłamałam jak z nut, ale to nie ważne. Mam przynajmniej jakieś pasjonujące zajęcie. Pomęczę go trochę. Niech żyje w słodkiej nieświadomości. Czekajcie, czekajcie dla niego wcale nie takiej słodkiej... Ale kto by się czepiał o szczegóły...


Z perspektywy Asi:


Wszyscy patrzyli wyczekująco na butelkę, która wirowała w szybkim tempie. Padło na Zayna. Niall miał wymyślić mu zadanie.
- Widzisz tamtą dziewczynę? - zapytał blondyn wskazując wzrokiem czarnowłosą piękność. Zayn delikatnie skinął głową patrząc w jej kierunku. - Idź do niej, przedstaw się i zagadaj. Ok? Jak na mnie to i tak mało skomplikowane zadanie. - dodał z uśmiechem.
widziałam, że Mulatowi spodobało się wyzwanie i ochoczo poszedł w stronę Eleny, którą wsześniej miałam okazję poznać.
Zaczęli ze sobą rozmawiać, po jakimś czasie chłopcy zaczęli wzywać Zayna, ale ten tylko machnął lekceważąco ręką i coś mruknął, że jest zajęty.
- Dobra, Liam kręci. - powiedział jakiś chłopak.
Liam przesunął się bliżej i zakręcił. Wypadło na Nialla. Liam poruszył brwiami i uśmiechnął się złowieszczo do Niallera.
- Daję ci szansę, nie zmarnuj jej. - mruknął Payne. - Pocałuj Aśkę.
- Miało być bez "lizania". - powiedziała zazdrośnie jakaś dziewczyna, wściekła, że to na nią nie padło. Ja wzruszyłam tylko ramionami, pochyliłam się i dałam Horanowi buziaka w policzek. 
- Ej nie tak....- powiedział zawiedziony Liam. Spojrzałam na niego uciszającym wzrokiem. O ile taki istnieje...- No dobra... Ale następnym razem tak łatwo nie odpuszczę.
Rozejrzałam się po pokoju, Louisa tutaj nie nie było, a nawet jeżeli by był to by się nie obraził, ponieważ nasze drogi rozeszły się w wyjątkowo pokojowy sposób.
Niall spojrzał na mnie z nieśmiałym uśmiechem, odwzajemniłam go i powróciłam do gry.
- No to ja kręcę! - zgłosiłam się ochoczo. Padło na Liama .-  No to zemsta .- mruknęłam cicho do Payne'a i spojrzałam znacząco na wysoką latarnię w ogrodzie, na której Liamek będzie "bansował" - Plus striptiz. - mruknęłam . - I śpiewanie.
Liam spojrzał na mnie ponuro.
- A musi być striptiz?! - zapytał.
- O tak. - powiedziałam i rzuciłam mu swój różowy sweterek.




Jest dwudziestka :P
Długo nie dodawałyśmy, ale są tego dwa powody.
Po pierwsze brak czasu, po drugie kilka razy zabierałyśmy się za ten rozdział i jakoś tak dziwnym sposobem nie chciał się napisać...:D
Teraz coś jest...
No właśnie "coś" bo tego rozdziałem trudno nazwać...
No, ale opinie pozostawiamy już wam...:)
Coś czujemy, że zanudzamy was na śmierć...

Love and hugs D&A ;*








czwartek, 17 maja 2012

Rozdział 19


No to wracamy do Asi. „Wczoraj.”

Z perspektywy Asi:

Otworzyłam oczy. Dotknęłam dłonią czoła, które było wilgotne od potu.
- Żyje.- mruknął siedzący nieopodal Liam.
- No co ty?- powiedział sarkastycznie Niall pochylając się nade mną.
Rozejrzałam się bardziej trzeźwym wzrokiem po pomieszczeniu. Znajdywałam się w sypialni, nie byłam w stanie przypomnieć sobie czyjej. Szukałam wzrokiem Louisa, którego widziałam jako ostatniego.
- Co się stało?- zapytałam podnosząc się na łokcie, jednak siedzący obok Niall delikatnie ułożył mnie na powrót do pozycji leżącej.
- Zemdlałaś.- powiedział Liam.
- Dawno temu?- zerknęłam po ich twarzach.
- Nie... - westchnął Zayn nie podnosząc na mnie wzroku.
- A gdzie on w ogóle jest? Louis.- sprostowałam.
- Miał coś do załatwienia i kazał nam cię pilnować.- odparł Niall.
- Co było nieodpowiednie z jego strony… - stwierdził Zayn z chytrym uśmieszkiem.
Spojrzałam w oczy Nialla... Boże jak można mieć takie boskie i tak niebieskie oczęta :D
- A gdzie Dominika? Nie było jej?
- Nie.- oznajmił Liam.
Głowa dalej mi niemiłosiernie pulsowała. Mimowolnie opadłam na miękką poduszkę i przymknęłam powieki. Po jakimś czasie otworzyłam jedno oko. Niall dalej przyglądał mi się z delikatnym uśmiechem na twarzy. Automatycznie go odwzajemniłam, po czym z powrotem zamknęłam oczy wciąż czując na sobie jego wzrok, który nie powiem, lekko mnie krepował...

Jakiś czas później…

Musiałam usnąć.- pomyślałam po przebudzeniu. Za oknem było już ciemno, w pokoju świeciła się tylko lampka nocna.
Na fotelu w kącie pokoju dostrzegłam Dominikę, przeglądającą jakąś książkę. Niall siedział na krześle, a jago głowa bezwładnie opadała na łóżko. Chłopak najzwyczajniej w świecie spał.
- Ty tutaj?- zapytałam kuzynkę, która podniosła na mnie wzrok w tym samym momencie.
- No chyba raczej : TY tutaj?!- powiedziała.- Wystraszyłaś nas.

Z perspektywy autorek:

- Wiem.- mruknęła blondynka.- A bo to moja wina co się stało?
- Nie mówię, że twoja… Ale powinnaś nosić przy sobie leki no i powiedzieć chłopakom, żeby się następnym razem tak nie martwili.
- Wypadło mi z głowy.- westchnęła Asia ironicznie.
- Cześć dziewczynki. - krzyknął Zayn wpadając do pokoju razem z Lou. - Lepiej ci? - zapytał zerkając na Aśkę. Ona tylko kiwnęła głową.
- Tak sobie myślałem … - zaczął Zayn.- I myślałem... I doszedłem do…
- No do czego?- zapytała Dominika zaciekawiona kolejną genialną myślą Malika.
- Że może Asia jest w ciąży.- Wszystkie spojrzenia skierowały się na blondynkę, a ona zrobiła wielkie oczy.
- Zayn.- zaczęła spokojnie.- Wierzysz w wiatropylność? A w niepokalane poczęcie? A może jeszcze w samozapłodnienie?- Zayn miał coraz głupszą minę, a Aśka ledwo co powstrzymywała wybuch śmiechu z jego pokręconych pomysłów.- Skąd coś tak głupiego przyszło ci do głowy?- zapytała wciąż zwijając się ze śmiechu.
- Jedno jest pewne.- rzekł Louis.- Byłbym wspaniałym ojcem.
- Nie wątpię.- powiedziała Dominika też ledwie powstrzymując wybuch śmiechu.
Asia spojrzała na Louisa po czym dla zabawy walnęła go z łokcia.
- Nie jestem w ciąży wy debile.- powiedziała. – To przez anemię.- chłopcy spojrzeli na nią nie rozumiejąc o co chodzi.- Niedokrwistość.- powiedziała, aby dać im trochę więcej informacji, ale oni dalej wpatrywali się w nią z dziwnym wyrazem twarzy.- Oj nie ważne. Dzisiaj po prostu ogólnie słabo się czułam, no i przez tego pajaca.- wskazała na Louisa.- Zapomniałam wziąć żelaza.
- Nic nie mówiłaś…- zaczął Lou.
- Bo to mało istotne.
- A ja już myślałem, że jesteś chora, czy coś… Ale Zayn przebił wszystko.- stwierdził Lou.

Blondynka zerknęła w stronę Niallera, chłopak słabo się do niej uśmiechnął. Wciąż chodził za nią widok jego smutnych, niebieskich oczu…
Żałowała, tego, jaka była dla niego na początku… Choćby z jego powodu starała się ograniczać czułości z Lou.
Chwilami myślała, że lepiej by było jakby na zawsze zniknęła z życia ich obu…
Najpierw swą obojętnością zadawała ciosy obydwu, potem już tylko Niallowi, który tak naprawdę nie jest jej zupełnie obojętny. Starała się wyrzucić tą świadomość z głowy...

Z perspektywy Dominiki: „Dzisiaj.”

Przyśpieszyłam kroku. Po chwili poczułam jak ktoś zacieśnia swoją dłoń na moim nadgarstku. Przestraszona spojrzałam w górę.
- Czego ode mnie znowu chcesz?- zapytałam oschle.
- Porozmawiać, wytłumaczyć, przeprosić. - powiedział jednym tchem David.
- A ja chcę zapomnieć. Do widzenia.- odwróciłam się i poszłam przed siebie.
- Poczekaj. Daj mi szansę.- krzyknął.- Dziesięć minut.- powiedział błagalnie.
 Wahałam się przez chwilę, no ale przecież przy ludziach, świadkach nic mi nie zrobi...
- Dobra. Chodźmy do tej knajpy.- powiedziałam i poszłam w kierunku budynku.Usiadłam przy pierwszym, lepszym stoliku.
- No więc? Mów...- powiedziałam przerywając chwilę ciszy.Chłopak wyprostował się i skupił wzrok na na wcześniej zamówionej szklance wody z lodem.
- No bo... Wtedy na tej imprezie, to ja... Nie chciałem.- bez przerwy się chłopak zacinał.- Ale...Ale... Byłem trochę pijany i... i... Jeszcze kumple mnie podpuszczali... No wiesz... Przepraszam po prostu.
- Było minęło.- powiedziałam nawet na niego nie patrząc.
- Nie prawda musiałem Ci to wytłumaczyć. Spodobałaś mi się, a ja spieprzyłem sprawę.- powiedział trochę nieśmiało.Zarumieniłam się lekko.
- Oj już nie przejmuj się tak. Przeprosiny przyjęte.- powiedziałam z delikatnym uśmiechem.
Spojrzał na mnie zaskoczony, ale zaraz z powrotem spuścił wzrok. Zachowywał się całkowicie inaczej. Jak by mi tu podstawili osobę wyglądającą jak on, a z całkowicie innym charakterem.
- Wiesz ja muszę już iść.- oznajmiłam cicho.
- Podprowadzę Cię.- ale widząc mój wyraz twarzy, dodał szybko. - Jeśli chcesz oczywiście.
- Ok.- powiedziałam niepewnie. Nie chciałam mu za bardzo ufać, może po prostu udaje teraz takiego...

Stanęliśmy przed hotelem. Chwilę jeszcze rozmawialiśmy, dopóki nie poczułam jak coś na mnie kapnęło. Dosłownie po momencie zaczęło lać jak z cebra. Uhh... Londyn to Londyn...
Schowaliśmy się pod dachem.
- Dobra to ja już idę.- powiedział chłopak.
- Kurde głupio mi było go tak wystawić szczególnie, że tak pada. Znowu też nie za bardzo miałam ochotę zapraszać go do apartamentu. To, że mnie przeprosił niewiele zmienia... Jednak wygrała moja „grzeczność.”
- Może wejdziesz do środka?- zapytałam cicho.
- Yyy... Nie chciałbym Ci przeszkadzać. - powiedział, ale widziałam w jego oczach, że nie miałby nic przeciwko.
- Oj chodź na chwilę.- pociągnęłam go za sobą.

Otworzyłam drzwi do apartamentu. Myślałam , że nikogo jeszcze nie ma.
- No to ładnie.- powiedziałam pod nosem po polsku widząc zwrócone w naszą stronę twarze pięciu chłopaków i rozwalonej na kanapie blondynki...
- Co on tu robi?- zapytał ktoś nerwowo...



No i następny...
Ten też taki trochę krótki, ale możliwe, że następny będzie trochę szybciej :) Nie wiemy tego dokładnie bo mi (czyli Dominice) szykują się 4 spr w przyszłym tygodniu... Normalnie nie mogę się doczekać. A mieli nas po egzaminach już tak nie dręczyć...;/

Ogroomniieee dziękujemy za wejścia i komentarze :D
Będziemy się powtarzać, ale wiecie, że dla nas to naprawdę dużo znaczy i daje kopa do dalszego pisania :))

Love and hugs D&A ;*


P.S: Zamieściłyśmy ankietę w prawym górnym rogu :) Jak czytacie to zachęcamy do głosowania :D Trochę ciemne tło mamy i nie widać za bardzo tego: Tak... Ale postaramy się to zmienić ;) Boimy się trochę wyników tej ankiety, bo głupio by wyszło gdyby okazało się, że tylko kilka osób nas czyta, no ale zaryzykujemy :) Tak więc klikajcie :D:D

niedziela, 13 maja 2012

Rozdział 18


Z perspektywy Asi:


- Telefon. - krzyknął Chris, zerknęłam tylko leniwie na urządzenie.
Za daleko - mruknęłam wyciągając rękę w stronę stolika na którym leżał. Po chwili mnie olśniło. A co jak to Louis ?!
Zerwałam się, by odebrać połączenie .
Miałam rację, w słuchawce usłyszałam ciepły głos chłopaka.
- Hej kochanie. - mruknął seksownym tonem co wywołało u mnie wybuch śmiechu.
Usłyszałam jak Zayn w tle przedrzeźnia Lou, a ten przeganiał bruneta.
- Ale ja też cię kocham.- rozdarł się brunet na pożegnanie.
Głupki - pomyślałam, uśmiechając się sama do siebie, co ostatnio było moim stałym nawykiem.
- Już?- zapytałam.
- Już. Zayn nie mógł znieść myśli, że rozmawiam z dziewczyną i dlatego usiłował nam przeszkodzić…. A to zazdrośnik. - westchnął.
- Ale nie dzwonisz do mnie, aby rozmawiać o schizach Zayna, co nie ?- zapytałam wiercąc się na fotelu.
- Nie...
- A więc mów, bo liczę do trzech i się rozłączam.- powiedziałam śmiertelnie poważnym tonem.
Zauważyłam, że Lou ostatnio tylko szukał pretekstu, by ze mną porozmawiać, dotknąć, pocałować… Co z jednaj strony było cholernie przyjemne, a z drugiej irytujące dla reszty społeczeństwa. Więc jak go matka nie wychowała to ja go sobie wychowam.
Po krótkiej chwili chłopak zaczął gadać jak nakręcony:
- To tak, Harrolda nie ma w domu bo przez cały dzień coś nawijał, że ma plany itp. itd., Niall z Liamem pojechali na zakupy … - mówił coraz szybciej, a mój mózg nie nadążał z translatowaniem tego wszystkiego. - … tylko Zayn mi przeszkadza, ale to nic zamknie się go w klatce, albo na strychu, więc pomyślałem sobie, że przyjadę po ciebie… - jedyne co zrozumiałam z jego wywodu, to to, że został prawie „sam w domu”, no i zachciało mu się mojego towarzystwa. W sumie to nie mówię nie… 
- Już?- zapytałam czy to koniec jego przemowy.
- Tak.- odparł krótko.- Więc co ty na to ? - teraz na szczęście mówił znacznie wolniej.
Chwilkę zwlekałam z odpowiedzią.
- Dobra.- westchnęłam.
- Będę za pół godziny. No to buziaczki ! - powiedział po czym natychmiast się rozłączył.
Buziaczki ?! – zastanawiałam się leżąc na kanapie. – Tak, tam na pewno był Zayn.
Nie mam pojęcia dlaczego, ale Louis ostatnio się jakoś dziwnie zachowuje…
Nie dał mi nawet chwili do namysłu, ale na całe szczęście dzisiaj wyglądałam w miarę przyzwoicie i nie musiałam się aż tak specjalnie szykować.


Jakiś czas później…


Wyszłam przed hotel, Lou już tam czekał. Lekko uśmiechnął się na mój widok. Gdy znalazłam się już w samochodzie chłopak pochylił się w moją stronę, czekając na „buzi na powitanie”. Odsunęłam go delikatnie od siebie.
- Lou, nie tutaj i nie teraz. – powiedziałam cicho. On tylko skinął głową. Nie chciałam mieć problemów, a w ten sposób najłatwiej mogłam ich uniknąć.
Zaraz po wyjściu z auta złapałam go kurczowo za rękę, poczułam jak robi mi słabo, potem już tylko widziałam ciemność…


Z perspektywy autorek:


 Dziewczyna uniosła głowę i spojrzała na chłopaka... Z powrotem spuściła wzrok i odłożyła gazetę.
- Ej to nie tak...- Harry uniósł jej podbródek i spojrzał w pełne zwątpienia i zaskoczenia oczy. Brunetka odezwała się dopiero po dłuższej chwili.
- Nie będę odstawiała jakiś scenek. Po prostu wiesz co?- powiedziała.- Nie masz wrażenia, że lepiej by było gdybyśmy pozostali na poziomie: kolega, koleżanka?
- Ale ja...- dziewczyna przerwała mu kładąc dłoń na jego ustach.
- Tak teraz to ja Ci przeszkodziłam.- zaśmiała się. - Po prostu chyba lepiej wychodziło nam kolegowanie się. Może się jeszcze nie nadajemy do czegoś „ poważniejszego”...
- Ale to nie tak. To ona mnie pocałowała, ja się odsunąłem.- powiedział szybko. Oczy brunetki zabłysły, ale przyćmiła to świadomość tego, że..
- Oj czy Cię pocałowała, czy nie pocałowała. To nie ważne.- uśmiechnęła się, ale po chwili na jej twarzy powstał lekki grymas.- Uświadomiłam sobie właśnie, że może my no wiesz … To było takie głupie krótkotrwałe zauroczenie... Nic nie mów.- oznajmiła widząc jak Harry otwiera usta by zaprzeczyć.- Po prostu te pocałunki i w ogóle...Podobało mi się, ale... To chyba by się nie udało.
- Spróbujmy.- powiedział chłopak z przekorą.
- Ej no, część z was musi zostać singlem w zespole. Wasze fanki muszą mieć świadomość tego, że mogą liczyć na coś ze strony chociaż jednego z was.- dziewczyna zaśmiała się próbując ukryć smutek i zwątpienie.- To co? Zgadzasz się?
- Nie.- powiedział smutno chłopak.
- Mi się nikt nie sprzeciwia. - brunetka zaśmiała się unosząc jego podbródek do góry. Chciała rozluźnić trochę sytuację.- To jak?
- Mogę Cię pocałować?- zapytał.
- Harry, przyjaciele tak nie rob...- nie dokończyła bo szatyn pochylił się szybko i złożył na jej ustach subtelny, delikatny pocałunek. Gdy się od niej odsunął, odwróciła lekko głowę by ukryć powstałe na jej twarzy rumieńce. To towarzyszyło każdemu jej zbliżeniu z Harrym...
- Nie chowaj się.- pociągnął ją delikatnie za podbródek.- Słodka jesteś.
- Harry … Przestań...- powiedziała.- Niczego nie ułatwiasz.


Z perspektywy Dominiki:


 Nie wiedziałam co teraz zrobić. Zapaść się pod ziemię czy co. Nie mogę mu spojrzeć w oczy bo wtedy nie kontroluję tego co robię. Przyjaciele? Skąd mi się wziął taki głupi pomysł? Uhh... Co ja ze sobą mam.
No tak nie ma to jak pogadać sobie sama ze sobą w myślach, w międzyczasie próbując opanować przyspieszone bicie serca spowodowane przez kontakt z pewną osobą...
- Chodź wrócimy już do hotelu...- powiedziałam mu koło ucha jednocześnie całując go w policzek. Uśmiechnął się pod nosem.
- A tak robią przyjaciele?- zapytał unosząc brew.
- Nooo.... Takk...- powiedziałam śmiejąc się.- Dobra to od tej chwili nie ma żadnych takich gestów ani... - Oj wiesz o co chodzi.- zaśmiałam się i pociągnęłam go za rękaw.- Wracamy.
- Ja bym nie miał nic przeciwko.- powiedział, a ja zmroziłam go wzrokiem.


Dotarliśmy już do hotelu. Siedliśmy na kanapie, powiedziałam Harremu, aby poszukał czegoś ciekawego w telewizji. Sama poszłam zrobić coś do pochrupania.
Gdy wróciłam do salonu, loczek siedział rozwalony na kanapie.
- Ej posunął byś się co?- zapytałam.
- Nie.- powiedział z uśmieszkiem. - Jak już się kolegujemy to nie obejdzie się bez dokuczania sobie.
Zmrużyłam oczy.
- Dobra. Sam tego chciałeś.- usiadłam mu na nogach. 
- A mi tam jest nawet wygodnie i przyjemnie.
Oberwał za to poduszką.
- Ejj...- ja też dostałam... Normalka.


Wieczór następnego dnia...


Cały dzień obijałam się, nudziłam i tak w kółko...


Ohh... Postanowiłam, że chociaż wyjdę na chwilę.
- Idę do sklepu jak coś. Niedługo wrócę.- krzyknęłam przez drzwi do pokoju Asi. Była z Lou, więc jakoś nie uśmiechało mi się zastać ich w dwuznacznej sytuacji...:D


Gdy już wracałam ciągle oglądałam się za siebie. Miałam wrażenie, że ktoś za mną idzie. Nie myliłam się...


             ***


Totalny, totalny, totalny niewypał...
Przepraszamy, że musiałyście tak długo czekać na "coś" takiego...


Oczywiście nie obędzie się bez podziękowań za wejścia i komentarze :)


Pozdrawiamy D&A ;*

poniedziałek, 7 maja 2012

Rozdział 17

Z perspektywy Dominiki:

Za jakieś kilka minut miał tutaj przyjść wujek, a Aśki jak nie było tak nie ma... No ja rozumiem, że ma ważniejsze sprawy na głowie (mizianie się z Louisem) - czego nie mam jej w każdym razie za złe...
Po krótkiej chwili do mieszkania wpadła cała czerwona, zziajana, no i szczęśliwa- moja przyjaciółka, no tak muszę pogadać z tym Tomlinsonem w co to on ją zamienił... :D
- Ogarnij się, wujek ma tu być lada moment, a ty wyglądasz...
- Wiem, wiem. - mruknęła, po czym pobiegła do swojego pokoju.
Swoją drogą byłam strasznie ciekawa o co to mogło Robertowi chodzić. Przez cały dzień się nad tym zastanawiałam. Nie miałam pojęcia, czego się spodziewać, ale przygotowałam się na najgorsze...

Jakiś czas później...

Do mieszkania wszedł wujek, siedziałyśmy z Asią na kanapie. Równocześnie odwróciłyśmy głowy w stronę drzwi. Miał zagadkową minę, przez chwilę zapanowało niezręczne milczenie, które niezbyt taktownie przerwała Asia:
- To dowiemy się w końcu o co chodzi, czy nie ? - wypaliła.
- A więc...- zaczął siadając na fotelu naprzeciwko nas.

Z perspektywy Harrego:

Dzisiaj chyba przez pół dnia wylegiwałem się na leżaku w ogrodzie i korzystałem z pięknej pogody. Byłem sam w domu, więc mogłem robić wszystko, czego by mi się zachciało. Zacząłem od włączenia głośno muzyki, następnie podjąłem ryzyko i wziąłem ostatnie pudełko lodów Nialla.
W ostatnim czasie (przed wakacjami), brakowało mi takiego błogiego odpoczynku. Trasa, wywiady, sesje... To wszystko nie miało na mnie dobrego wpływu, urlop miał nam pomóc wrócić do formy, naładować akumulatory na kolejna serię koncertów...
Teraz jakoś moje myśli zeszły na temat Louisa...
Lou jak to Lou. Nigdy nie spoważnieje, ani się nie ustatkuje, właśnie tego bałem się najbardziej. Z jednej strony chciałem jego szczęścia, a z drugiej bałem się ,że Asia jest tylko kolejną dziewczyną, którą miał ochotę się pobawić i porzucić... No cóż, oczywiście mogłem się mylić... Wiedziałem, też o tym, że początkowo zrywy Louisa do niej były czystą zemstą na Niallu...
Danielle na szczęście pojechała tak szybko jak się pojawiła, miała mieć jakąś sesję w Stanach, czy coś... Gdy przypomniałem sobie jej obojętne traktowanie, jakim darzyła wszystkich dookoła to robiło mi się nie dobrze, jednak najbardziej było mi żal Liama... Ona pod żadnym pozorem na niego nie zasługiwała, tak jak Nora na Chrisa, mimo iż jego nie darzyłem specjalną sympatią to jednak coś mnie ukłuło w jej zachowaniu. Jego dziewczyna była chwilami tak nachalna, no ale przecież nie mam na nią żadnego wpływu... I jak jeszcze dojdzie do tego ten pocałunek...

Z perspektywy Asi:

Patrzyłyśmy na niego wyczekująco.
- A więc za niecały miesiąc się żenię... - wydusił w końcu.
- Od kiedy to masz narzeczoną ?! - zapytałam zaszokowana. Dominika spojrzała na mnie uciszającym wzrokiem, choć po jej wyrazie twarzy stwierdziłam, że była tak samo zaskoczona jak ja.
- Moje gratulacje. – odparła śmiejąc się głupkowato.

Kurde... Nie wierzę... Nasz Robercik się żeni... Juhuuuu :D
Wujek jeszcze chwilę z nami posiedział... Dominika już mu zapowiedziała, że ma jak najszybciej przedstawić nam swoją „wybrankę”...
Dzisiejszy dzień był... Ohhh... Cudnyy...
Poczułam się trochę zmęczona, więc powiedziałam Dominice, że idę się wykąpać i spać... Ta tylko mruknęła coś pod nosem w stylu: co ona tam z nim robiła, że taka wymęczona? I pokręciła głową skupiając się na jakimś artykule w gazecie...
Weszłam pod prysznic i skierowałam strumień ciepłej wody na swoje ciało...
Myślałam tylko o tym, jak bardzo chciałabym zobaczyć pewną osobę, a gdy już przypominam sobie jego pocałunki to normalnie mdleję...

Następnego dnia...

Z perspektywy Dominiki:

Usłyszałam dzwonek do drzwi. Chrisa nie ma, Asia wybyła gdzieś z Lou... Uhhh... Muszę wstać... Nie mam się kim posłużyć...
Podeszłam do drzwi i otworzyłam je, a moim oczom ukazał się pewien szeroko uśmiechnięty szatyn o kręconych włosach. Odwzajemniłam uśmiech i oparłam się o framugę nic się nie odzywając, tylko świdrując go wzrokiem.
- Nie patrz tak.- powiedział.
- Bo co?- zapytałam.
- Nic po prostu wtedy trudno mi się powstrzymać.- zaczął.
- A niby przed czym?- zagryzłam wargę unosząc brew do góry. Podszedł do mnie szybko i musnął moje usta. Niby takie delikatne muśniecie, ale w środku poczułam jak mój brzuch rozdziera stado motyli... Fajne, a zarazem dziwne uczucie...
- Przed tym.
- To jakoś będziesz musiał, bo ja się nie lubię dostosowywać.- odparłam i pociągnęłam go za rękę prowadząc do kuchni.
- Masz na coś ochotę?- zapytałam.
- Naprawdę chcesz wiedzieć?
- A dlaczego miałbym nie chcieć, przecież pytam tylko o to co chcesz do...- nie skończyłam bo „ktoś” mi brutalnie przerwał kładąc dłoń na moich ustach.
- Ejj...- powiedziałam z wyrzutem.
- No co?- zapytał robiąc śmieszną minkę.
- Czy ja Ci kiedyś przerwałam?- skrzyżowałam ręce.
- Mówiłem Ci już, że lubię jak się złościsz?- zapytał flirciarsko.
- Zaraz zrobię Ci krzywdę.- powiedziałam mrużąc oczy.
- Mrauu...- zamruczał mi koło ucha, a ja wybuchłam śmiechem.
- Kociak.- zaśmiałam się.
- Tak uważasz?- poruszył seksiarsko brwiami.
- Nie.- powiedziałam i odsunęłam się od niego.
- Grabisz sobie.- odparł z cwanym uśmieszkiem.
- Uważaj bo się przestraszę.
- A powinnaś...- powiedział robiąc krok w moją stronę.
- Nie zbliżaj się. Zaburzasz moją przestrzeń.- oznajmiłam tupiąc nogą jak mała dziewczynka.
- Wcześniej Ci to nie przeszkadzało.- odparł z łobuzerskim uśmiechem.
- Ale teraz mi przeszkadza.
- Chcesz się kłócić?- zapytał.
- Już się kłócę.
- Tak?- Harry.
- No taakk...
- Dobijasz mnie kochana.
- Nie pasi to won.- wskazałam na drzwi.

- Zadziorna się zrobiłaś.
- Uczę się od najlepszych.
- Uuu... Masz mnie za najlepszegoo... Dziękuję, dziękuję...- powiedział kłaniając się.
- Oj ucisz się. A coś ty taki pewny, że o Ciebie chodziło?
- Bo ja jestem najlepszy.- odparł.
- I skromny.
- I przystojny. I pociągający... I nie możesz mi się oprzeć....
- Właśnie wychodzisz.- powiedziałam ciągnąc go za koszulkę w stronę wyjścia.
- Wyjdę jeśli wyjdziesz ze mną.
- Mam się z tobą pokazywać przy ludziach? Chłopak. Nie chcę sobie zniszczyć reputacji.- odparłam z szerokim uśmiechem zamykając drzwi. Harry wystawił nogę tak, że nie mogłam ich domknąć.
- Pożałujesz tego.- powiedział z "groźnym" wyrazem twarzy. Zaśmiałam się i zamknęłam drzwi.
Ledwie zdążyłam wrócić do kuchni, a już dobiegły mnie jakieś odgłosy.
- Proszę. Wpuść mnie. Ja ci wszystko wytłumaczę. Kochanie. Błagam Cię. Ja chcę mieć z tobą stado dzieci, domek na morzem i...i...i...- zaciął się biedaczek. Zabrakło mu pomysłów. Zaśmiałam się. Ten to umie przedstawienie odstawić. Usiadłam po drugiej stronie drzwi i powiedziałam:
- Co brakło słów mojemu misiaczkowi?- odparłam słodkim głosikiem.
- Otwórz. Otwórz. Błagam.- zaczął krzyczeć coraz głośniej. Kurde z kim ja się zadaję? Co za wstyd :D Uchyliłam drzwi.
- Uspokój się. Wstydu mi tylko narobisz.
- Wyjdź ze mną.
- Powiedziałam coś.
Chłopak uklęknął na kolana i zaczął skomleć.
- No chodź...Tak ładnie proooszzęę... Chodźmy...
- Wstawaj. Tu ludzie mieszkają.- pociągnęłam go za T-shirt, ale on dalej uparcie krzyczał i wygłaszał swoją śpiewkę. W tej samej chwili z pokoju obok wyszła jakaś starsza Pani.
- Oooo... Czyżby oświadczyny?- zapytała ciepło.- No, ale chłopcze trzeba było się bardziej postarać. Kwiaty, restauracja, gołe niebo...-pokręciła głową. Zaśmiałam się pod nosem.
- No widzi Pani. W dzisiejszych czasach to niedługo będę wymagali aby to kobieta się oświadczała.- powiedziałam z udawaną powagą, ale w duchu śmiałam się wniebogłosy.
- Tak czy inaczej. Wyjdziesz za mnie czy nie?- zapytał Harry.
Kobieta znowu pokręciła głową.
- Chłopcze. Co ty tu odstawiasz?- zapytała.- Z uczuciem, z uczuciem to się mówi...- wskazała na mnie.
- Jemu to na dzisiaj chyba starczy. Idź się prześpij, przemyśl swoje zachowanie...- powiedziałam do Harrego. Odwróciłam się z powrotem do staruszki.- Chociaż tak między nami to przez jedną noc tyle luk w tym jego móżdżku będzie trudno wypełnić...- zaśmiałam się.
- O to było dobre. Piąteczka.- powiedziała starsza Pani unosząc dłoń do góry. Przybiłam z nią tą" piąteczkę".- Dobrze dzieci. Ja spieszę się trochę. Do widzenia. I powodzenia z nim.- powiedziała już do mnie. Uśmiechnęłam się szeroko.
No fajnie mam nową koleżankę.
Gdy tylko kobieta znikła powiedziałam do Harrego:
- No na co czekasz?- zapytałam. Chłopak wstał bez słowa i wszedł do wnętrza apartamentu. Wziął mój sweter z wieszaka i podszedł do mnie.
- Wychodzimy.
- Ja nigdzie z TOBĄ nie idę.- powiedziałam.
- A myślałem, że tym razem się bez tego obejdzie.- westchnął i złapał mnie w pasie unosząc lekko do góry.
- Nie, nie, nie. Dobra. Pójdę. Sama.- powiedziałam.
Chłopak posłał mi zwycięski uśmiech, a ja dźgnęłam go w brzuch. 
Wyszliśmy przed hotel i poszliśmy przed siebie. 
Po drodze mijaliśmy jakiś kiosk. Przydała by się jakaś gazeta. Poczytałby jakiś nowych bzdur... Pociągnęłam za sobą chłopaka.
- O zobacz tu jest coś o Tobie.- powiedziałam uśmiechając się i wskazując na gazetę.- " Harry Styles i jego wybranka złączeni w czułym pocałunku."- zaczęłam cytować napisane słowa z szerokim  uśmiechem. Zobaczyłam zdjęcie. Spoważniałam. Uniosłam głowę i spojrzałam na chłopaka...


No i jest następny :)
Dziękujemy za wejścia i tyle komentarzy...:)*
Jakby było tak pod każdym rozdziałem to byłybyśmy w niebie :D
Prosimy utrzymajcie formę :)

Pozdrawiamy D&A ;*

P.S:(dopisek od Dominiki) Zakochałam się w tej piosence: Dawid Podsiadło- With or Without You.
Wersja chłopaka jest lepsza od oryginału, przynajmniej dla mnie :D Asię już zaraziłam moją miłością :D
Może i wy się skusicie...:D Jedno jest pewne. Dla mnie chłopak już wygrał ten program. Będę na niego głosować :D